Podcast o Trauma, psychosomatyka i postawy wobec choroby
Trauma, psychosomatyka i postawy wobec choroby: Analiza studencka
Podcast
Trauma, psychosomatyka i postawy wobec choroby
Délka: 21 minut
Přepis
Jakub: Większość studentów myśli, że trauma to tylko jedna rzecz. Ale właśnie to uproszczone myślenie może was kosztować punkty na egzaminie. Dziś pokażemy wam, jak już nigdy się w tym nie pomylić.
Anna: Dokładnie tak. Słuchacie Studyfi Podcast.
Jakub: Więc, Anno, co jest największą pułapką? Gdzie najczęściej popełnia się błędy?
Anna: W tym, że nie rozróżnia się między traumą medyczną a psychiczną. Ta pierwsza to uraz fizyczny – złamanie, oparzenie. Zajmuje się tym dziedzina traumatologii.
Jakub: Jasne, urazy. To rozumiem. A ta druga?
Anna: Trauma psychiczna to uraz psychiczny. Może to być jednorazowe doświadczenie, na przykład wypadek, ale też długotrwały problem, jak wykorzystywanie.
Jakub: Czyli to nie zawsze jest tylko jedno wielkie, dramatyczne wydarzenie.
Anna: Dokładnie! I to jest kluczowa obserwacja. Objawy mogą być wtedy lęk, koszmary senne, albo wręcz przeciwnie – otępienie emocjonalne. Człowiek po prostu nie czuje się sobą.
Jakub: To ma sens. Jak wtedy, gdy śni mi się matura.
Anna: No, to jest raczej tylko duży stres. Ale rozumiesz zasadę. Każdy radzi sobie z tym inaczej, ale ważne jest, żeby wiedzieć, że istnieje pomoc, na przykład psychoterapia.
Jakub: Dobrze, omówiliśmy funkcję informacyjną i emotywną. Ale słyszałem jeszcze o jednej, która brzmi dość... technicznie. Funkcja konatywna. Co to dokładnie jest, Anno?
Anna: Brzmi formalnie, prawda? Ale w rzeczywistości to coś, czego używamy absolutnie każdego dnia. Upraszczając, funkcja konatywna koncentruje się na wpływie na innych, żeby coś zrobili.
Jakub: Czyli kiedy teraz proszę cię o wyjaśnienie... to właściwie używam funkcji konatywnej?
Anna: Dokładnie tak! Próbujesz mnie nakłonić do jakiejś czynności. I to jest sedno sprawy. Ta funkcja łączy psychologię, czyli nasze wewnętrzne pobudki, i samą komunikację.
Jakub: A jaka jest w tym różnica? Mam na myśli w psychologii i w komunikacji.
Anna: Świetne pytanie. W psychologii chodzi o ten wewnętrzny, świadomy proces. To nasza chęć, nasza wola, kiedy stawiamy sobie cele i podejmujemy decyzje. Jest to ściśle związane z myśleniem.
Jakub: Aha, czyli ten moment, kiedy mówię sobie: „Powinienem zacząć uczyć się na tę kartkówkę.”
Anna: Dokładnie. A w komunikacji to jest już sama wiadomość, która ma wywołać działanie u kogoś innego. Na przykład rozkaz, prośba albo reklama, która przekonuje cię, żebyś coś kupił.
Jakub: Czyli to jest ten most między myślą a działaniem. Rozumiem. Teraz, kiedy wiemy, jak wpływamy na innych, co dopiero...
Jakub: ...i właśnie ten chroniczny stres prowadzi nas do kolejnego fascynującego tematu. Psychosomatyka. Brzmi trochę naukowo, co to właściwie jest, Anno?
Anna: To prostsze, niż się wydaje, Jakubie. W zasadzie chodzi o połączenie umysłu i ciała. Bada, jak nasza psychika – stres, lęki, emocje – wpływa na nasze zdrowie fizyczne.
Jakub: Czyli kiedy przed egzaminem boli mnie brzuch, to nie jest tylko przypadek?
Anna: Dokładnie tak! To nie jest tak, że to sobie wymyślasz. Ciało realnie reaguje. Nazywa się to biopsychospołecznym modelem zdrowia. Po prostu wszystko jest ze wszystkim powiązane.
Jakub: A jakie są najczęstsze objawy? Oprócz mojego nerwowego żołądka.
Anna: Jest ich mnóstwo. Chroniczne bóle głowy, pleców, problemy skórne, takie jak egzema czy trądzik. Nawet kołatanie serca albo problemy z trawieniem, jak zespół jelita drażliwego.
Jakub: O rany, to szeroki zakres. Czyli ciało w zasadzie woła o pomoc, kiedy głowa już sobie nie radzi?
Anna: Dokładnie to ująłeś. To sygnał, że coś jest w nierównowadze. Kluczowe jest słuchanie tego sygnału.
Jakub: Dobrze, a co z tym? Wystarczy wziąć tabletkę przeciwbólową i po sprawie?
Anna: To tylko plaster. Celem jest znalezienie prawdziwego źródła. Leczenie jest kompleksowe... najpierw oczywiście trzeba wykluczyć fizyczną przyczynę u lekarza.
Jakub: A potem?
Anna: Potem przychodzi kolej na psychoterapię, która pomoże zrozumieć powiązania. Świetne są też techniki relaksacyjne, takie jak joga czy ćwiczenia oddechowe.
Jakub: Czyli kluczem jest praca z głową i ciałem jednocześnie. To ma sens. A właśnie na te techniki relaksacyjne spojrzymy zaraz potem.
Jakub: Omówiliśmy więc, jak kształtuje się nasze ja. Ale co się stanie, gdy do tego równania wejdzie coś tak fundamentalnego jak choroba? Jak bardzo może to wstrząsnąć tym, kim jesteśmy?
Anna: To absolutnie kluczowe pytanie, Jakubie. Choroba to bowiem nie tylko fakt biologiczny. To także wydarzenie społeczne. Otoczenie nagle może zacząć cię postrzegać inaczej, przez filtr twojej diagnozy.
Jakub: To znaczy, że przypną ci etykietkę? 'Aha, to ten z cukrzycą,' albo 'ta, co jest ciągle zmęczona'?
Anna: Dokładnie tak! A co jest zdradliwe, człowiek może łatwo przyjąć tę etykietkę za swoją. Czasem to pomaga, na przykład gdy znajdziesz społeczność ludzi z tym samym doświadczeniem. To jest ogromne wsparcie.
Jakub: Ale domyślam się, że jest tu też jakieś 'ale'...
Anna: Duże 'ale'. Kiedy z rolą chorego utożsamisz się aż za bardzo, może to prowadzić do pasywności i poczucia bezradności. Jakbyś już nie był niczym innym niż twoja diagnoza.
Jakub: Czyli zatracisz się w sobie. Cała twoja tożsamość skurczy się do jednego słowa z raportu medycznego.
Anna: Dokładnie tak. Tymczasem zdrowe przyjęcie choroby jest wręcz wzmacniające. Oznacza to pogodzenie się z sytuacją i aktywne zaangażowanie w leczenie. To nie jest kapitulacja.
Jakub: Jak więc znaleźć tę właściwą równowagę? Jak nauczyć się 'żyć z chorobą', a nie 'dla niej'?
Anna: Podstawą jest aktywne chronienie swojej osobistej tożsamości. Uświadomienie sobie, że choroba to tylko jedna z twoich części, a nie cała twoja definicja. Jesteś nadal rodzicem, przyjacielem, sportowcem, artystą...
Jakub: Mogłabyś podać jakiś konkretny przykład?
Anna: Jasne. Pomyśl o tym tak... jest ogromna różnica między powiedzeniem: 'Mam cukrzycę, ale jestem przede wszystkim nauczycielem i tatą,' a powiedzeniem: 'Jestem diabetykiem.' Czujesz tę różnicę?
Jakub: Pewnie. W tym pierwszym przypadku choroba nie posiada ciebie, ale ty aktywnie sobie z nią radzisz.
Anna: Dokładnie! To jest ta kluczowa zmiana w myśleniu. Choroba jest częścią życia, ale nie musi stać się jego centrum.
Jakub: Świetnie powiedziane. Czyli nie pozwolić diagnozie, żeby przepisała cały nasz życiorys. O tym, jakie konkretne strategie mogą nam w tym pomóc, porozmawiamy zaraz potem.
Jakub: Dokładnie tak. Czyli mieć realne oczekiwania to podstawa. Ale co, jeśli sprawy się zmienią? Choroba przecież nie jest statyczna.
Anna: To świetna uwaga, Jakubie. Tym samym przechodzimy do kolejnego filaru zdrowej postawy — a jest nim elastyczność i adaptacja.
Jakub: Elastyczność... to brzmi jak coś, czego potrzebuję podczas porannej rozgrzewki, której i tak nie robię.
Anna: No, w tym przypadku to raczej mentalny stretching. Zdrowa postawa oznacza bowiem, że jesteś w stanie się dostosować. Kiedy pojawią się nowe objawy albo choroba się pogorszy, nie załamiesz się.
Jakub: Czyli zamiast paniki i beznadziei po prostu zmieniasz plany?
Anna: Dokładnie. Uświadamiasz sobie, że dzisiaj nie będzie wycieczki po górach, więc odpoczywasz. Dostosowujesz swoją rutynę, nie mając poczucia, że wszystko jest stracone. Chodzi o ciągłe balansowanie.
Jakub: A z tym pewnie wiąże się też otwarta komunikacja, prawda? Trudno się adaptować, kiedy to dusisz w sobie.
Anna: Właśnie. Nie bać się rozmawiać o swojej chorobie z rodziną, przyjaciółmi, albo na przykład w grupie wsparcia dla pacjentów. Kluczowe jest umieć poprosić o pomoc, kiedy jej potrzebujesz. Ale uwaga...
Jakub: Uwaga na co?
Anna: Utrzymać więzi społeczne, które nie są oparte tylko i wyłącznie na chorobie. Nadal jesteś sobą — człowiekiem z pasjami i zainteresowaniami, a nie tylko diagnozą.
Jakub: Pokażmy to na przykładzie. To zawsze pomoże naszym słuchaczom.
Anna: Jasne. Weźmy na przykład panią Janę, która ma stwardnienie rozsiane. Niezdrowa postawa polegałaby na tym, że rozmawiałaby tylko o chorobie, zrezygnowałaby z pracy, przestała spotykać się z ludźmi i albo ignorowałaby lekarzy, albo wręcz przeciwnie – fanatycznie szukałaby cudownych leków w internecie.
Jakub: Rozumiem, albo całkowita rezygnacja, albo obsesja.
Anna: Dokładnie tak. Ale zdrowa postawa pani Jany wygląda inaczej. Po pierwsze, aktywnie się leczy — chodzi na rehabilitacje i infuzje. Po drugie, zaakceptowała swoje ograniczenia. Wie, że potrzebuje więcej odpoczywać, więc dostosowała tempo pracy i pracuje na niepełny etat.
Jakub: Czyli nie straciła tożsamości i swoich ról.
Anna: Dokładnie! Nadal chodzi z wnuczką do zoo i z przyjaciółkami na kawę. A kiedy czuje się gorzej, po prostu mówi mężowi, żeby zrobił zakupy, i idzie się położyć. Prosi o pomoc. To jest to zdrowe, wyważone podejście.
Jakub: Super, to jest zrozumiałe. Ale co z tymi innymi, mniej zdrowymi postawami, o których wspomniałaś? Zacznijmy na przykład od tej bagatelizującej.
Anna: Dobrze. Postawa bagatelizująca to w zasadzie umniejszanie. Człowiek ignoruje objawy, lekceważy diagnozę i odmawia przyjęcia, że choroba wpływa na jego życie. Mówi sobie: „To nic, to przejdzie.”
Jakub: Dlaczego ktoś miałby to robić? To brzmi dość niebezpiecznie.
Anna: Często za tym stoi strach. Albo próba utrzymania kontroli za wszelką cenę i odrzucenie „roli chorego”. Taki człowiek wtedy nie przestrzega leczenia, spokojnie dalej pali, mimo że lekarz mu tego zakazał, i twierdzi, że „lekarze zawsze przesadzają”.
Jakub: A co, jeśli to przerodzi się w ekstremum?
Anna: Wtedy mówimy o postawie repudacyjnej, co jest w zasadzie całkowitym zaprzeczeniem. Wyobraź sobie panią Ewę, 45 lat, z zdiagnozowanym agresywnym rakiem piersi. Zalecają jej operację i chemioterapię.
Jakub: A ona?
Anna: Ona wychodzi ze szpitala i wszystko odwołuje. Twierdzi, że żaden guz nie istnieje, że zdjęcia zostały zamienione. Oskarża lekarzy, że chcą tylko wyciągnąć od niej pieniądze, i zaczyna wierzyć jakiemuś szarlatanowi z internetu, który obiecuje wyleczenie pozytywnym myśleniem.
Jakub: To jest przerażające. Traci drogocenny czas.
Anna: Dokładnie. I niestety często kończy się to tragicznie. To ekstremalne, ale się zdarza.
Jakub: Czyli to był jeden ekstremum — zaprzeczenie. Co z tym przeciwnym? Co, jeśli ktoś boi się aż za bardzo? To jest ta hipochondria, prawda?
Anna: Tak, dzisiaj raczej nazywa się to zaburzeniem lękowym o chorobę. To przesadny, irracjonalny strach przed poważną chorobą, nawet jeśli wszystkie testy wskazują, że człowiek jest zdrowy.
Jakub: Czyli ukłuje go w plecach i od razu myśli, że ma raka kręgosłupa?
Anna: Dokładnie tak. Błędnie interpretuje absolutnie normalne odczucia cielesne. Burczenie w brzuchu to guz, ból głowy to udar. Nieustannie się kontroluje, mierzy puls, ciśnienie, obmacuje się...
Jakub: I biega po lekarzach. I oczywiście googluje objawy.
Anna: Nazywa się to cyberchondrią i to jest ogromny problem. Internet tylko pogarsza lęk. Dajmy przykład. Pani Marta, 35 lat, pracuje w biurze. Zaczyna ją boleć kark i mrowić w ręce.
Jakub: Co jest pewnie od siedzenia przy komputerze...
Anna: Pewnie tak. Ale ona jest natychmiast przekonana, że ma zatkaną tętnicę albo guza mózgu. Spędza noc w internecie, znajduje dziesiątki innych objawów, które od razu u siebie „odkrywa”, i umawia się do trzech specjalistów.
Jakub: I oni jej powiedzą, że jest zdrowa.
Anna: Tak. Uspokaja się... na dwa dni. Potem zauważa plamkę na skórze i cały cykl zaczyna się od nowa. To jest błędne koło lęku.
Jakub: To brzmi strasznie wyczerpująco. Mamy więc zaprzeczenie i przesadny strach. Czy istnieje jeszcze coś innego?
Anna: Istnieje jedna bardzo specyficzna i niezwykła postawa — nosofilna.
Jakub: Noso... co? To brzmi jak jakiś dinozaur.
Anna: Nosofilia. Z greki, nosos jako choroba i philia jako miłość. To w zasadzie pragnienie bycia chorym.
Jakub: Zaraz, co? Ktoś pragnie być chory? Dlaczego?
Anna: To jest złożone. Może to być podświadome pragnienie uwagi, opieki, albo sposób na uniknięcie odpowiedzialności. Rola pacjenta przynosi pewne „korzyści” — współczucie otoczenia, zwolnienia, L4.
Jakub: Czyli ta osoba pragnie diagnozy?
Anna: Tak, a w skrajnych przypadkach może próbować udawać objawy albo nawet sam je sobie wywoływać. To już wtedy graniczy z czymś, co nazywa się zespołem Münchhausena.
Jakub: O rany. To jest fascynujące, a jednocześnie trochę przerażające. Pokazuje to, jak niesamowicie złożona jest ludzka psychika w stosunku do zdrowia. Mamy więc całą gamę postaw, od tych zdrowych i elastycznych, aż po te skrajności.
Anna: Dokładnie tak. A zrozumienie, gdzie na tej skali być może trochę się osuwamy, to pierwszy krok do tego, żebyśmy mogli to zmienić. Co prowadzi nas do kolejnego ważnego pytania — jak więc pracować z tą diagnozą i o niej rozmawiać?
Jakub: Czyli to były te zdrowsze, adaptacyjne strategie, jak poradzić sobie z chorobą. Ale co, jeśli człowiek pójdzie w zupełnie przeciwnym, niezdrowym kierunku? Myślę, że to jest być może jeszcze ważniejszy temat, bo w tym możemy poznać siebie albo kogoś bliskiego.
Anna: Dokładnie tak, Jakubie. Te maladaptacyjne, czyli nieefektywne, postawy są często pułapką, w którą wpadamy, nie zdając sobie z tego sprawy. To mechanizmy obronne, które krótkoterminowo ulżą nam w lęku, ale długoterminowo strasznie nam szkodzą.
Jakub: Od czego powinniśmy zacząć? Co jest takim najczęstszym błędem?
Anna: Z pewnością bagatelizowanie. To takie klasyczne machnięcie ręką i stwierdzenie, że „to nic”. Mam świetny przykład. Wyobraźmy sobie pana Karola, pięćdziesięciopięcioletniego nałogowego palacza. Lekarz diagnozuje u niego przewlekłą obturacyjną chorobę płuc, w skrócie POChP.
Jakub: To nie brzmi dobrze.
Anna: No właśnie nie. Ale pan Karol swój nieustanny, dławiący kaszel uważa za „normalny kaszelek palacza”. Kiedy lekarz zaleca mu natychmiastowe rzucenie palenia, co myślisz, że powie?
Jakub: Coś w stylu „mój dziadek palił do dziewięćdziesiątki i nic mu nie było”?
Anna: Strzał w dziesiątkę! Dokładnie to. Albo doda: „Każdy dzisiaj coś ma, z tego nie robi się afery,” i dalej pali paczkę dziennie. Odmawia leków, bo w ten sposób przyznałby, że jest poważnie chory.
Jakub: A to jest strasznie niebezpieczne, bo ucieka mu czas, kiedy mógłby leczeniem znacznie poprawić swój stan albo chociaż go ustabilizować.
Anna: Dokładnie tak. A jeszcze bardziej ekstremalną formą jest tak zwana postawa repudacyjna. To już nie jest tylko umniejszanie, to aktywne zaprzeczenie. Pacjent twierdzi, że diagnoza to kłamstwo, lekarze są niekompetentni albo spiskują przeciwko niemu.
Jakub: To już brzmi jak pomysł na thriller.
Anna: Niestety to jest rzeczywistość. Taki człowiek odmawia jakiegokolwiek leczenia i szuka alternatywnych rzeczywistości, często w internecie. To desperacka próba mózgu, żeby ochronić się przed druzgocącą prawdą, której nie potrafi stawić czoła.
Jakub: Dobrze, więc zaprzeczenie i bagatelizowanie mamy. Ale czy istnieje też przeciwny ekstremum? Żeby ktoś choroby wręcz chciał?
Anna: Tak, i to jest fascynujące, a jednocześnie smutne zjawisko psychologiczne. Nazywa się to nosofilią. To dosłownie pragnienie choroby, ale nie ze względu na samą chorobę, lecz ze względu na korzyści, które przynosi rola chorego.
Jakub: Zaraz, jakie korzyści może mieć choroba?
Anna: Wyobraź sobie dwudziestoośmioletnią panią Alenę. Jest zestresowana w pracy, czuje się samotna. Na portalach społecznościowych widzi ludzi z chorobami przewlekłymi i obserwuje, jaką opiekę i uwagę dostają od otoczenia. Jaką mają wokół siebie społeczność…
Jakub: I zaczyna im zazdrościć? O rany.
Anna: Dokładnie. Zaczyna sobie życzyć, żeby miała na przykład cukrzycę albo chorobę Leśniowskiego-Crohna. Postrzega to jako uzasadniony powód, dla którego inni wreszcie by się nią zajęli, a ona mogłaby uciec z pracy, której nienawidzi.
Jakub: To jest mocne. Czyli zaczyna wymyślać objawy?
Anna: Tak, może zacząć symulować objawy. Wyszukuje je w internecie, opisuje lekarzowi, stara się zmanipulować testy. Krótkoterminowa ulga, którą przyniosłaby jej błędna diagnoza, byłaby dla niej zwycięstwem. Jest to oczywiście poważny stan wymagający profesjonalnej pomocy psychologicznej.
Jakub: To są naprawdę skrajności. Spójrzmy na coś, co jest być może jeszcze bardziej podstępne, bo udaje wysiłek. Mówię o kompensacji.
Anna: Dobry punkt. Kompensacja może być zdrowa – osoba na wózku zaczyna grać w koszykówkę, to jest świetne. Ale maladaptacyjna kompensacja pogłębia problem. Na przykład pan Tomasz, czterdziestolatek, u którego właśnie zdiagnozowano cukrzycę typu 1.
Jakub: Co jest ogromną zmianą życiową.
Anna: Ogromna. A on, przyzwyczajony do kontrolowania wszystkiego, postrzega to jako porażkę. I tak przesadza w drugą stronę. Staje się obsesyjnie mierzący cukier, mierzy się co godzinę, co uniemożliwia mu normalne życie. Waży każdy kęs co do grama, co go społecznie izoluje.
Jakub: Czyli ta próba absolutnej kontroli właściwie paradoksalnie go niszczy.
Anna: Dokładnie. Albo bierze to z drugiej strony i kompensuje chorobę buntem. Potajemnie je słodycze, pomija insulinę, żeby udowodnić sobie, że choroba nie będzie mu rozkazywać. A to oczywiście bezpośrednio zagraża jego życiu.
Jakub: A z tym wiąże się też kolejny sprytny mechanizm naszego umysłu – racjonalizacja. To w zasadzie szukanie szlachetnie brzmiących wymówek, prawda?
Anna: Można tak powiedzieć. To mistrzostwo w samooszukiwaniu się. To nie jest świadome kłamstwo, ale nieświadome przekręcanie rzeczywistości. Przykładem jest pan Piotr, czterdziestopięcioletni, wysokie ciśnienie, nadwaga.
Jakub: Klasyczny obrazek.
Anna: Lekarz mówi mu, żeby schudł, ograniczył sól i alkohol. A pan Piotr mistrzowsko to racjonalizuje: „Jem tłuste, bo potrzebuję energii do pracy.” Albo: „Nie mam czasu ćwiczyć, bo zaniedbywałbym rodzinę.” I moje ulubione: „Dziadek też miał ciśnienie i dożył osiemdziesiątki, mam to w genach, więc dieta i tak mi nie pomoże.”
Jakub: Czyli właściwie sam sobie kłamie tak sprytnie, że w to wierzy? To brzmi jak super zdolność do pisania usprawiedliwień do szkoły.
Anna: Dokładnie! Ale w tym przypadku te „logiczne” argumenty uniemożliwiają mu zaakceptowanie rzeczywistości i rozpoczęcie leczenia. I to jest tragedia racjonalizacji.
Jakub: Wszystko, co teraz omówiliśmy, brzmi dość pesymistycznie. Czy istnieje jakieś podejście do sytuacji, kiedy choroby nie da się już wyleczyć? Kiedy człowiek nie może już walczyć, ale musi to jakoś zaakceptować?
Anna: Tak, i to jest niezwykle ważna strategia, którą nazywamy copingiem paliatywnym. Pojawia się w momencie, gdy już wiemy, że choroba nie zniknie i nie da się jej pokonać. Celem nie jest już usunięcie problemu, ale złagodzenie jego emocjonalnego wpływu.
Jakub: Czyli skupiamy się na uczuciach, a nie na przyczynie.
Anna: Dokładnie. Obejmuje to akceptację rzeczywistości, pogodzenie. To nie jest rezygnacja, ale realistyczne przyjęcie faktu, które pozwala człowiekowi skupić się na tym, co jest dla niego ważne. Poprawić jakość życia, które mu pozostało.
Jakub: Co to oznacza w praktyce?
Anna: Może to być szukanie wsparcia w rodzinie, w wierze, u przyjaciół. Stosowanie technik relaksacyjnych w celu złagodzenia lęku. Nawet humor jest świetnym narzędziem paliatywnym. Chodzi o to, żeby znaleźć sposób, jak nawet w tej najtrudniejszej sytuacji żyć w pełni i godnie.
Jakub: Anno, to było niesamowicie nasycone informacjami. Omówiliśmy dzisiaj naprawdę dużo. Od zaprzeczenia i bagatelizowania, przez dziwne pragnienie choroby, aż po niezdrową kompensację i sprytne wymówki.
Anna: I zakończyliśmy to nadzieją w postaci copingu paliatywnego, który pokazuje, że nawet w sytuacjach, których nie możemy zmienić, możemy zmienić nasze podejście do nich i znaleźć spokój.
Jakub: Co byś powiedziała, że jest najważniejszym przesłaniem, które nasi słuchacze powinni wynieść z dzisiejszego odcinka?
Anna: Kluczowa jest szczerość wobec samego siebie. Zauważać, czy przypadkiem czegoś sobie nie wmawiamy, czy nie uciekamy przed rzeczywistością. A przede wszystkim – nie bać się poprosić o pomoc. Czy to lekarza, psychologa, czy po prostu przyjaciela. Te maladaptacyjne strategie rozwijają się w ciszy i izolacji.
Jakub: Świetnie powiedziane. Więc bądźcie uważni i szczerzy wobec siebie. To ogromna zaleta nie tylko na maturze, ale przede wszystkim w życiu. Anno, bardzo ci dziękuję, że byłaś dzisiaj z nami.
Anna: Ja dziękuję za zaproszenie, Jakubie. Było mi bardzo miło.
Jakub: A wam, drodzy słuchacze, dziękujemy za uwagę w kolejnym odcinku Studyfi Podcastu. Mamy nadzieję, że nasze wskazówki pomogą wam w waszej drodze. Do usłyszenia następnym razem! Trzymajcie się.