Podcast o Teorie i historia stosunków międzynarodowych
Teorie i historia stosunków międzynarodowych: Kompletny przewodnik
Podcast
Teorie i historia stosunków międzynarodowych
Délka: 23 minut
Přepis
Vojtěch: Większość ludzi myśli, że polityką międzynarodową rządzą głównie silni przywódcy i ich osobiste porozumienia. Ale co, jeśli powiem wam, że o wiele więcej zależy od czegoś niewidzialnego, od samej „struktury” świata?
Barbora: Dokładnie tak. To kluczowa różnica między dwoma zasadniczymi teoriami. A tak w ogóle, słuchacie Studyfi Podcast. No to zaczynajmy.
Vojtěch: Dobra, więc z jednej strony mamy realizm. O co w nim chodzi?
Barbora: Realizm, którego przedstawicielem jest na przykład Machiavelli, mówi, że państwa są jak ludzie – samolubne i nastawione na przetrwanie. Kluczowa jest władza. Kto ma większą władzę, ten wygrywa. Dużo w tym ludzkiej natury.
Vojtěch: A neorealizm? Brzmi prawie tak samo.
Barbora: Podobnie, ale inaczej. Neorealista Kenneth Waltz mówi: „Zapomnijcie o ludzkiej naturze!” Ważna jest struktura systemu międzynarodowego, która jest anarchiczna. Nie mamy żadnego światowego rządu, a to zmusza państwa do zachowywania się w określony sposób, żeby przetrwać.
Vojtěch: Czyli to taki chaos, gdzie każdy dba tylko o siebie? Trochę jak mój pokój przed sesją.
Barbora: Można tak powiedzieć. Ta anarchia i rozłożenie sił między państwami decyduje o wszystkim, niezależnie od tego, kto akurat jest prezydentem.
Vojtěch: A co neoliberalizm? Czy to nie tylko jeden kierunek?
Barbora: A skąd. Ma co najmniej trzy główne warianty. Neoliberalny instytucjonalizm wierzy, że instytucje międzynarodowe, takie jak ONZ, pomagają państwom współpracować. Potem jest ekonomiczny neoliberalizm, który promuje wolny rynek i jak najmniej interwencji państwa.
Vojtěch: A ta trzecia?
Barbora: To jest neoliberalna ekonomia polityczna, która łączy oba te spojrzenia i bada związek polityki z globalną gospodarką.
Vojtěch: A jak to wszystko wpłynęło na relacje Czech z sąsiadami po wejściu do UE?
Barbora: Świetne pytanie. Weźmy Słowację. Nasze relacje, nawet po podziale, są niezwykle bliskie. Wspólna historia i kultura robią swoje, a członkostwo w UE i NATO tylko wzmocniło naszą współpracę. To naprawdę ponadstandardowa relacja.
Vojtěch: To ma sens. Ale kiedy spojrzymy na to z szerszej perspektywy... czy istnieją jakieś teorie, które pomogłyby nam lepiej zrozumieć, dlaczego państwa zachowują się tak, jak się zachowują? Dlaczego czasem współpracują, a innym razem są na noże?
Barbora: Dokładnie tak, Vojtěchu. To jest sedno stosunków międzynarodowych. A w centrum tego wszystkiego jest wielka debata. Nazywa się ją „debatą neo-neo”. Brzmi skomplikowanie, ale tak nie jest.
Vojtěch: Neo-neo? Jak z Matrixa?
Barbora: Prawie. Wyobraź sobie dwa główne obozy. Z jednej strony mamy neorealistów. Oni mówią, że system międzynarodowy to w zasadzie anarchia. Nie ma żadnej światowej policji, więc każde państwo musi zadbać o siebie. Najważniejsza jest siła i przetrwanie.
Vojtěch: Dobra, to brzmi dość pesymistycznie. A ten drugi obóz?
Barbora: To są neoliberaliści. Zgadzają się, że to anarchia, ale są bardziej optymistyczni. Mówią: „Jasne, nie ma tu światowego rządu, ale możemy tworzyć zasady i instytucje, takie jak ONZ czy UE.” Te instytucje pomagają nam współpracować, bo to dla wszystkich korzystniejsze.
Vojtěch: Czyli neorealiści widzą świat jako nieustanną walkę o władzę, a neoliberaliści jako boisko, gdzie można budować wspólne projekty?
Barbora: Dokładnie tak to ująłeś. A neorealiści mają dla swojego spojrzenia jedną świetną koncepcję. Nazywa się „dylemat bezpieczeństwa”. Brzmi to tak: Państwo A czuje się zagrożone, więc zaczyna się zbroić, żeby się chronić.
Vojtěch: Logiczne.
Barbora: Tak, ale co zrobi sąsiednie państwo B, kiedy widzi, że państwo A się zbroi? Zacznie czuć się zagrożone... i też zacznie się zbroić. Rezultatem jest to, że oba państwa są uzbrojone po zęby i paradoksalnie mniej bezpieczne niż na początku. To taka spirala nieufności.
Vojtěch: Wow, to jest właściwie idealny opis zimnej wojny. Albo nawet dzisiejszych wyścigów zbrojeń.
Barbora: Dokładnie tak. To jeden z najpotężniejszych motorów konfliktów. I pokazuje to, jak kroki podjęte dla własnego bezpieczeństwa mogą nieumyślnie wywołać strach i wrogość u innych.
Vojtěch: Neoliberaliści mówili jednak o współpracy i powiązaniach. To wiąże się z tą ideą „interdependence”, czyli wzajemnej zależności?
Barbora: Dokładnie. Interdependence to kluczowa koncepcja. Dziś żadne państwo nie jest już wyspą samą dla siebie. Jesteśmy połączeni ekonomicznie, politycznie, a nawet kulturowo. Pomyśl o tym tak... twój telefon został prawdopodobnie zaprojektowany w Ameryce, części wyprodukowano w Azji, a złożono go gdzieś zupełnie indziej.
Vojtěch: Czyli kiedy jeden kraj ma problem, odczuwają to też inni. Jak podczas kryzysu finansowego w 2008 roku?
Barbora: To idealny przykład ekonomicznej interdependence. Ale istnieje też polityczna — to, co zostanie postanowione w Brukseli, wpłynie na życie w Pradze. Albo środowiskowa — zmiana klimatu nie zna granic. Wszystko jest połączone.
Vojtěch: I to jest dobrze, czy źle?
Barbora: To jest pytanie za milion! Liberałowie powiedzą, że to świetnie. Wzajemna zależność wspiera pokój. Po co miałbyś atakować kraj, który produkuje ci kluczowe części do samochodów? Byłoby to ekonomiczne samobójstwo.
Vojtěch: Ale musi być w tym jakiś haczyk. Co mówią realiści?
Barbora: Realiści są ostrożniejsi. Mówią: „Super, jesteśmy połączeni. Ale to też oznacza, że jesteśmy wrażliwi.” Kiedy twój główny dostawca energii zakręci kurki, masz ogromny problem. Zależność może być użyta jako broń.
Vojtěch: Czyli zależność może prowadzić do współpracy, ale też do szantażu. To jest dość... skomplikowane.
Barbora: Witaj w świecie stosunków międzynarodowych! Kluczowe jest to... że nie ma jednej prostej odpowiedzi. Oba spojrzenia, to realistyczne i to liberalne, pomagają nam widzieć cały obraz. Jedni ostrzegają przed ryzykiem, drudzy wskazują na możliwości.
Vojtěch: Czyli mamy teorie, które wyjaśniają, dlaczego państwa rywalizują i dlaczego współpracują. Ale jak ta współpraca właściwie organizuje się w praktyce? Mam na myśli... jak powstają i funkcjonują tak zwane reżimy międzynarodowe?
Barbora: To świetne pytanie, Vojtěchu. Ale zanim rzucimy się na reżimy międzynarodowe, musimy najpierw tak trochę posprzątać u siebie w domu.
Vojtěch: Posprzątać w domu? Jak to rozumiesz? Brzmi, jakbyś chciała sprawdzić mi kurz pod łóżkiem.
Barbora: Nie. Mam na myśli, że żeby zrozumieć, jak państwo funkcjonuje na zewnątrz, musimy wiedzieć, kto nim rządzi od środka. Kto właściwie w Czechach decyduje o polityce zagranicznej? To nie tylko jedna osoba.
Vojtěch: Czyli to nie tak, że prezydent machnie ręką i już?
Barbora: Oby to było takie proste. W rzeczywistości to praca zespołowa. Wyobraź sobie to jako trójkąt władzy. Na jednym wierzchołku jest prezydent, na drugim rząd, głównie Ministerstwo Spraw Zagranicznych, a na trzecim jest Parlament.
Vojtěch: Dobra, trójkąt... A jak dzielą się pracą? Kłócą się o to, kto będzie rządzić?
Barbora: Czasem na pewno. Ale Konstytucja jasno to rozdziela. Prezydent co prawda reprezentuje państwo na zewnątrz, zawiera i ratyfikuje umowy międzynarodowe, jak mówi artykuł 63... ale w przypadku wielu rzeczy potrzebuje zgody, tak zwanej kontrasygnaty, od premiera.
Vojtěch: Czyli nie może działać zupełnie sam.
Barbora: Dokładnie. Rząd, a zwłaszcza Ministerstwo Spraw Zagranicznych, wykonuje tę codzienną, mrówczą pracę. Przygotowuje umowy, zarządza dyplomatami i dba o relacje z innymi krajami. A Parlament, czyli Izba Poselska i Senat, wchodzi w to w przypadku najważniejszych umów. Musi je zatwierdzić, inaczej nie są ważne.
Vojtěch: Rozumiem. Czyli mamy ten trójkąt władzy: prezydent, rząd i parlament. To ma sens.
Barbora: Tak, to są ci główni, widoczni gracze. Ale... to nie wszystko. Istnieją też inni, którzy pociągają za sznurki tak trochę z cienia.
Vojtěch: Z cienia? Brzmi prawie jak z jakiegoś thrillera. Mówisz o szpiegach?
Barbora: Właściwie... trafiłeś! Na przykład Bezpiecznościowa Służba Informacyjna, znana jako BIS. Ona oczywiście nie tworzy polityki, ale dostarcza rządowi i prezydentowi kluczowych informacji do ich podejmowania decyzji. Bez dobrych informacji nie da się prowadzić dobrej polityki zagranicznej.
Vojtěch: Czyli to tacy podszeptiwacze w tle. Kto dalej?
Barbora: Potem mamy różne organizacje pozarządowe i tak zwane think tanki. To są grupy ekspertów, które robią analizy, piszą badania i starają się wpłynąć na debatę publiczną oraz samych polityków.
Vojtěch: Czyli to nie tylko o politykach w drogich garniturach, którzy podpisują umowy. To znacznie bardziej skomplikowana sieć ludzi i organizacji.
Barbora: Dokładnie tak. Polityka zagraniczna to sport zespołowy. A czasem nawet dość kontaktowy.
Vojtěch: Dobra, a gdzie są spisane zasady dla tego 'sportu'? Gdzie znajdę ten podręcznik?
Barbora: Podstawowe boisko wyznacza nasza Konstytucja, przyjęta w 1992 roku. Ona jasno mówi, kto ma jakie uprawnienia, żeby nie wchodzili sobie w drogę. To jest najwyższe prawo.
Vojtěch: A co te mniejsze, bardziej szczegółowe zasady?
Barbora: Do tego mamy inne ustawy. Na przykład Ustawa o służbie zagranicznej, która jest w zasadzie takim podręcznikiem dla naszych dyplomatów – co mogą, co muszą. Albo ustawa, która dokładnie opisuje, jak u nas zatwierdza się umowy międzynarodowe.
Vojtěch: Czyli Konstytucja to podstawa, a potem są specyficzne ustawy dla poszczególnych obszarów. To system, który ma zapewnić, żeby nikt nie miał absolutnej władzy.
Barbora: Dokładnie to ująłeś. To system hamulców i równowagi. I działa, choć czasem politycy trochę się przy tym pocą.
Vojtěch: Wierzę w to. Więc teraz już wiemy, kto gra i według jakich zasad. Ale nasuwa się pytanie... co właściwie jest celem tej gry? Dokąd zmierza czeska polityka zagraniczna od czasu, gdy jesteśmy samodzielnym państwem?
Barbora: To świetne pytanie, Vojtěchu. Ponieważ cel dramatycznie zmienił się w 1945 roku. W momencie, gdy Stany Zjednoczone zrzuciły bomby na Hiroszimę i Nagasaki, zmieniły się zasady całej polityki międzynarodowej. Nagle pojawił się czynnik, który mógł wymazać całe państwa z mapy.
Vojtěch: Broń jądrowa. Całkowicie zmieniła tę szachownicę, o której mówiliśmy.
Barbora: Dokładnie tak. Wszystkie polityki zagraniczne od tamtej pory, włącznie z naszą, muszą liczyć się z tym, że to zagrożenie istnieje. To jak grać w piłkę nożną ze świadomością, że jedna z drużyn ma w szatni meteoryt i może go w każdej chwili wysłać na boisko.
Vojtěch: To jest całkiem trafne porównanie. Więc jak ten wyścig... a raczej zagrożenie... się zaczął?
Barbora: Zaczęło się od ilości. Pierwsze były te dwie bomby w Japonii, „Little Boy” i „Fat Man”. Ale zaraz w 1949 roku Związek Radziecki przetestował swoją własną bombę i wyścig zbrojeń ruszył pełną parą.
Vojtěch: Czyli kto będzie ich miał więcej? To było to główne?
Barbora: W zasadzie tak, przynajmniej na początku. To było szalone. Stany Zjednoczone osiągnęły szczyt w 1967 roku z ponad 31 tysiącami głowic nuklearnych. Wyobraź sobie tę liczbę.
Vojtěch: Trzydzieści jeden tysięcy? To jest... to jest niewyobrażalne. To by wystarczyło, żeby zniszczyć planetę kilka razy dookoła.
Barbora: Dokładnie. A Związek Radziecki był jeszcze „lepszy”. W 1986 roku mieli na swoim szczycie około 45 tysięcy głowic. To była logika wzajemnie gwarantowanego zniszczenia. Jeśli zaatakujesz ty, zniszczę ja ciebie, nawet jeśli to miałoby być ostatnie, co zrobię.
Vojtěch: Dobra, więc mieli dziesiątki tysięcy bomb. Ale zakładam, że nie skończyło się tylko na liczbie. Na pewno starali się je też ulepszać, prawda?
Barbora: Absolutnie. Tutaj wchodzi w grę zmiana jakościowa. W latach pięćdziesiątych pojawiły się bomby wodorowe, czyli termojądrowe. Były one o kilka rzędów wielkości silniejsze niż pierwotne bomby atomowe.
Vojtěch: Jak na przykład słynna Car-bomba?
Barbora: Tak, dokładnie ta. Największa testowana bomba w ogóle. Ale kluczowa innowacja przyszła w latach 70. Była to technologia zwana MIRV. To skrót od Multiple Independently targetable Reentry Vehicle.
Vojtěch: To brzmi bardzo skomplikowanie. Co to oznacza w praktyce?
Barbora: Wyobraź sobie to jako międzykontynentalny autobus. Jedna duża rakieta, ten autobus, niesie kilka mniejszych głowic, które są pasażerami. I każdy pasażer może wysiąść na innym przystanku, czyli uderzyć w inny cel.
Vojtěch: Wow. Czyli jedna rakieta mogła zniszczyć kilka miast naraz. To jest przerażające.
Barbora: A do tego dodaj rozwój rakiet balistycznych wystrzeliwanych z łodzi podwodnych. Można je było ukryć pod powierzchnią oceanu, więc były praktycznie niezniszczalne pierwszym uderzeniem. To zapewniało zdolność do odwetu.
Vojtěch: Czyli świat był pełen coraz sprytniejszych i silniejszych broni. To musiało polityków dość mocno przerażać. Starali się to jakoś ograniczyć?
Barbora: Tak, na szczęście tak. Uświadomili sobie, że siedzą na beczce prochu. Pierwszą jaskółką był Traktat o częściowym zakazie prób jądrowych w 1963 roku, który zakazał testów w atmosferze.
Vojtěch: Czyli już żadnych atomowych grzybów widocznych z daleka.
Barbora: Dokładnie. Potem w latach 70. pojawiły się porozumienia SALT, które po raz pierwszy ograniczyły liczbę strategicznych nosicieli, czyli rakiet i bombowców. A dużym krokiem był w 1987 roku traktat INF, który zlikwidował całą jedną kategorię rakiet średniego zasięgu.
Vojtěch: A co po zimnej wojnie? Kontynuowano to?
Barbora: Zdecydowanie. Kluczowe były traktaty START, a później New START. Doprowadziły one do masowego zmniejszenia liczby głowic. Na przykład New START z 2010 roku ograniczył USA i Rosję do maksymalnie 1550 rozmieszczonych głowic strategicznych.
Vojtěch: Czyli z dziesiątek tysięcy do około półtora tysiąca. To ogromny postęp.
Barbora: To postęp, ale nie zapominajmy, że nawet ta mniejsza liczba nadal wystarczyłaby do rozpętania globalnej katastrofy. Co więcej, po rozpadzie Związku Radzieckiego pojawił się zupełnie nowy problem... co stanie się z arsenałem, który nagle znalazł się na terytorium kilku nowych państw?
Vojtěch: To musiało być ogromne wyzwanie... zabezpieczyć całą tę broń. Ale bezpieczeństwo to nie tylko armia, prawda? Dziś to coraz bardziej także o pieniądzach i gospodarce.
Barbora: Dokładnie tak. I tak jak w przypadku bezpieczeństwa, również w ekonomii międzynarodowej istnieje kilka zupełnie odmiennych spojrzeń.
Vojtěch: Więc jakie są te główne? Zakładam, że jeden będzie o wolnym rynku dla wszystkich.
Barbora: Zgadza się, to podejście liberalne. Ono wierzy, że kiedy państwa ze sobą handlują, wszyscy się bogacą. Nazywa się to „zyskami absolutnymi”. Kiedy współpracujemy, tort się powiększa dla każdego.
Vojtěch: Czyli umowy takie jak CETA między UE a Kanadą?
Barbora: Dokładnie. Celem jest usunięcie barier i pozwolenie rynkowi działać. Brzmi świetnie, ale nie wszyscy się z tym zgadzają.
Vojtěch: Kto na przykład?
Barbora: Spojrzenie marksistowskie. Ono widzi gospodarkę światową jako arenę walki klas. Teoretyk Immanuel Wallerstein opisał to jako system „rdzenia” i „peryferii”.
Vojtěch: Czekaj, rdzeń i peryferie? To brzmi jak planeta i jej księżyce.
Barbora: Dobra analogia! Bogate państwa w rdzeniu systematycznie wysysają wartość z biednych peryferii. Instytucje takie jak Międzynarodowy Fundusz Walutowy, według tej teorii, nie służą wszystkim, ale utrzymują tę nierówność.
Vojtěch: A co to trzecie spojrzenie? Brzmi, jakby brakowało kogoś, kto kopie sam za siebie.
Barbora: A to jest nacjonalizm ekonomiczny, czyli merkantylizm. Tutaj nie chodzi o globalne dobro ani o walkę klas. Chodzi o siłę własnego państwa.
Vojtěch: Czyli cła, dotacje, ochrona własnego rynku...
Barbora: Dokładnie. Celem nie jest efektywność, ale samowystarczalność i bezpieczeństwo. Cła Trumpa na chińskie towary albo nasze obecne debaty o samowystarczalności energetycznej są tego idealnym przykładem.
Vojtěch: Czyli liberalizm to gra zespołowa, marksizm to walka o władzę, a nacjonalizm to „każdy sam za siebie”?
Barbora: Bardzo uproszczając, tak. Kluczowe jest to, że w praktyce większość państw łączy elementy wszystkich trzech. To taki kompleksowy taniec. I właśnie ten taniec między państwami doprowadził do powstania ciekawej teorii... tak zwanej Szkoły Angielskiej.
Vojtěch: Szkoła Angielska... to brzmi jak coś, gdzie uczy się pić herbatę o piątej. Ale poważnie, ten taniec między państwami... gdzie to najbardziej iskrzyło? Mam na myśli na przykład początek drugiej wojny światowej.
Barbora: Świetny przykład. Weźmy napaść na Polskę w 1939 roku. To bowiem nie była tylko jedna agresja, ale od razu dwie.
Vojtěch: Dwie? Przecież uczymy się, że Niemcy napadły na Polskę pierwszego września.
Barbora: Dokładnie tak. Hitler chciał unieważnić Traktat Wersalski i zdobyć „Lebensraum”, czyli przestrzeń życiową. Polaków widział jako naród podrzędny. Więc to była kombinacja strategii i ideologii rasowej. Tyle że potem... siedemnastego września, ze wschodu nadszedł Związek Radziecki.
Vojtěch: A dlaczego oni? Czyżby mieli z Hitlerem umowę?
Barbora: Bingo. Tajny protokół paktu Ribbentrop-Mołotow. W zasadzie podzielili Polskę. Podczas gdy Polska desperacko próbowała się bronić i czekała na pomoc od Wielkiej Brytanii i Francji... znalazła się w kleszczach dwóch totalitaryzmów.
Vojtěch: Czyli Wielka Brytania i Francja wypowiedziały wojnę obu?
Barbora: Tutaj jest ten haczyk. Wojnę wypowiedziały tylko Niemcom. To pokazuje, jak skomplikowana była wtedy polityka międzynarodowa. A ten „sojusz z rozsądku” między Hitlerem a Stalinem oczywiście nie trwał długo.
Vojtěch: To jest niewiarygodne. A po tej gorącej wojnie przyszła ta zimna. Które momenty były tam najbardziej na krawędzi?
Barbora: Na pewno trzy główne. Pierwsza to blokada Berlina w 48 roku. Sowieci próbowali zagłodzić Zachodni Berlin, ale Alianci wprowadzili masowy most powietrzny i uratowali miasto.
Vojtěch: To musiał być logistyczny orzech do zgryzienia.
Barbora: Ogromny! Potem przyszła wojna koreańska, taka wojna zastępcza między mocarstwami. Ale ten najgorszy moment... to był kryzys kubański w 1962 roku.
Vojtěch: Rakiety na Kubie, prawda?
Barbora: Tak. Świat był wtedy dosłownie kilka minut od apokalipsy nuklearnej. Sowieci umieścili rakiety kawałek od USA, Kennedy zarządził blokadę morską... to była niesamowita gra nerwów. Na szczęście w końcu się dogadali, ale było o włos.
Vojtěch: Uff. Aż mnie ciarki przechodzą. Ale co dokładnie doprowadziło do tego, że Chruszczow zdecydował się na tak ryzykowne posunięcie?
Barbora: Świetne pytanie. To była kombinacja czynników, ale kluczowe było to, że ostatecznie zwyciężyła dyplomacja. I właśnie to jest świetny pomost do naszego ostatniego tematu – organizacji międzynarodowych, które mają zapobiegać dokładnie takim kryzysom.
Vojtěch: Czyli mówimy głównie o Organizacji Narodów Zjednoczonych, prawda? O ONZ.
Barbora: Dokładnie tak. Chociaż nie była pierwsza. Przed nią istniała Liga Narodów, ale ta, jak wiemy, w drugiej wojnie światowej niezbyt się sprawdziła. ONZ powstała więc w 1945 roku z popiołów wojny. Cel był jasny: utrzymać pokój i bezpieczeństwo.
Vojtěch: I też rozwijać przyjazne stosunki i rozwiązywać problemy wspólnie, jeśli dobrze pamiętam ze szkoły.
Barbora: Absolutnie prawidłowo. I też promować prawa człowieka. W zasadzie chodzi o to, żeby być takim centrum, gdzie państwa mogą się dogadać, zamiast strzelać do siebie.
Vojtěch: To brzmi logicznie. Ale czy to działa? Czy ONZ ma jakieś namacalne sukcesy?
Barbora: Zdecydowanie! Weźmy na przykład misje pokojowe. Od Egiptu po Liban, błękitne hełmy pomagały utrzymywać spokój w strefach konfliktu. Albo służba zdrowia – Światowa Organizacja Zdrowia, która jest agencją ONZ, całkowicie wyeliminowała ospę. To ogromna sprawa.
Vojtěch: To prawda. Mało się o tym mówi.
Barbora: A co dopiero pomoc humanitarna? Światowy Program Żywnościowy albo Urząd Wysokiego Komisarza ONZ ds. Uchodźców pomagają milionom ludzi w potrzebie. I nie zapominajmy o trybunałach międzynarodowych, które sądziły zbrodniarzy wojennych z Jugosławii czy Rwandy.
Vojtěch: Czyli podsumowując, choć ONZ często spotyka się z krytyką i nie jest doskonała, jej rola w dyplomacji, służbie zdrowia i pomocy humanitarnej jest absolutnie kluczowa.
Barbora: Dokładnie tak, Vojtěchu. To najważniejsza platforma do dialogu, jaką mamy na świecie. I tym samym, myślę, dotarliśmy do końca.
Vojtěch: Dziękuję ci, Barboro, za świetne spostrzeżenia nie tylko o zimnej wojnie. I dziękujemy również wam, naszym słuchaczom. Mamy nadzieję, że dowiedzieliście się czegoś nowego. Do usłyszenia w kolejnym odcinku Studyfi Podcast!
Barbora: Trzymajcie się, do usłyszenia.