Podcast o Historia dramatu i teatru
Historia dramatu i teatru: Kompendium dla studentów
Podcast
Historia Teatru
Délka: 10 minut
Kapitoly
Narodziny w Antyku
Od ołtarza do Szekspira
Polska Scena Narodowa
Teatr kontra Kino
Życie pełne sprzeczności
Czysta Forma i tajemnicza śmierć
Groteska w "Szewcach"
Groteska Współczesności
Parodia i Klasyczna Komedia
Młoda Polska i Symbolizm
Barok i Podsumowanie
Přepis
Szymon: Pomyśl o ostatnim serialu, który cię wciągnął. Albo o filmie, na który czekałeś miesiącami. Myślimy o efektach, o gwiazdach… ale cała magia opowiadania historii za pomocą dialogu i akcji zaczęła się tysiące lat temu.
Natalia: Dokładnie! I to nie w Hollywood, a w starożytnej Grecji, podczas święta ku czci boga wina i zabawy, Dionizosa. To tam wszystko się zaczęło.
Szymon: Słuchacie Studyfi Podcast. Dobrze, Dionizos, wino... to brzmi jak niezła impreza, ale jak z tego powstał teatr?
Natalia: Zaczęło się od pieśni pochwalnych, dytyrambów. Ale potem niejaki Tespis wpadł na pomysł, żeby oddzielić się od chóru i zacząć z nim rozmawiać. I tak narodził się pierwszy aktor.
Szymon: Czyli Tespis to taki pierwszy celebryta w historii?
Natalia: Można tak powiedzieć! Potem Ajschylos dodał drugiego aktora, a Sofokles trzeciego. Nagle można było tworzyć skomplikowane relacje i konflikty na scenie.
Szymon: To trochę jak upgrade z rozmowy telefonicznej do wideokonferencji grupowej.
Natalia: Dokładnie! I tak powstał dramat – utwór, który oglądamy, a nie tylko czytamy, przeznaczony do wystawiania na scenie.
Szymon: A co działo się potem? Teatr przetrwał upadek Grecji?
Natalia: Przetrwał, ale się zmienił. W średniowieczu dominowały przedstawienia religijne o Męce Pańskiej, z których z czasem wykształciły się jasełka. Ale prawdziwy przełom to renesans i oczywiście… Szekspir.
Szymon: The Globe! Romeo i Julia, Hamlet…
Natalia: Tak. Co ciekawe, w jego Teatrze Elżbietańskim prawie nie było dekoracji. Cała magia opierała się na kostiumach i genialnej grze aktorskiej. Mówiono, że sama królowa Elżbieta I chodziła na jego sztuki w przebraniu.
Szymon: A co w tym czasie w Polsce?
Natalia: Mieliśmy Jana Kochanowskiego i jego „Odprawę posłów greckich”. To nasz pierwszy dramat, który nawiązywał do antyku, ale sprytnie krytykował ówczesną, polską rzeczywistość.
Szymon: Czyli teatr w Polsce się rozkręcał. Kiedy mieliśmy swój wielki moment?
Natalia: W Oświeceniu! Król Stanisław August Poniatowski założył Teatr Narodowy – pierwszą publiczną scenę w Polsce. A jego dyrektorem został Wojciech Bogusławski, nazywany ojcem polskiego teatru.
Szymon: I co wtedy grano?
Natalia: Polskie sztuki, po polsku, z polskimi aktorami! To było rewolucyjne. Potem przyszedł romantyzm i wszystko wywrócił do góry nogami. Złamano zasadę trzech jedności, dodano ludowość, fantastykę... To wtedy powstały „Dziady” Mickiewicza czy „Nie-boska komedia” Krasińskiego.
Szymon: Okej, a co, gdy na scenę wjechało kino? Teatr nie bał się konkurencji?
Natalia: Oczywiście, że się bał! Ale zamiast umrzeć, znalazł dla siebie nową drogę. W dwudziestoleciu międzywojennym, po doświadczeniach wojennych, narodził się na przykład teatr absurdu.
Szymon: Czyli jaki?
Natalia: Taki, w którym bohaterowie robią rzeczy bez sensu, logika znika, a dialogi są absurdalne. To był sposób na pokazanie chaosu i bezsensu świata po wielkiej wojnie.
Szymon: Brzmi... dziwnie, ale i fascynująco. Zupełnie jak niektóre filmowe eksperymenty dzisiaj.
Szymon: ...i to pokazuje, jak skomplikowane potrafią być biografie artystów. A skoro o tym mowa, przejdźmy do kolejnej, niezwykle barwnej postaci.
Natalia: Kto to taki?
Szymon: Stanisław Ignacy Witkiewicz, czyli słynny Witkacy.
Natalia: O tak, człowiek-orkiestra! Malarz, pisarz, dramaturg, filozof... dosłownie wszystko.
Szymon: Z jednej strony totalny artysta, a z drugiej podobno przed wojną chciał wstąpić do wojska i zarobkowo malował portrety. To się trochę kłóci.
Natalia: Na tym polegał jego urok. Słynna Firma Portretowa "S. I. Witkiewicz" to był jego sposób na życie. Malował na zamówienie, żeby mieć pieniądze na swoją prawdziwą sztukę, czyli Czystą Formę.
Szymon: Słyszałem też, że jako dwunastolatek brał udział w Powstaniu Styczniowym i przyjaźnił się z Sienkiewiczem.
Natalia: I tu jest ciekawa pułapka! Te fakty dotyczą jego ojca, również Stanisława. To ojciec był powstańcem i przyjacielem Sienkiewicza. Łatwo ich pomylić!
Szymon: A jego słynna Teoria Czystej Formy w teatrze? O co w tym chodziło?
Natalia: Mówiąc najprościej – teatr miał wstrząsnąć widzem, a nie naśladować życie. Witkacy chciał swobodnie deformować świat i wprowadzać odbiorcę w metafizyczny trans, odrzucając nudny realizm.
Szymon: Jego życie prywatne też było tragiczne. Jego pierwsza narzeczona popełniła samobójstwo.
Natalia: Niestety tak. A jego własna śmierć też jest zagadką. Oficjalnie popełnił samobójstwo we wrześniu 1939 roku.
Szymon: Ale krążą teorie spiskowe, że tak naprawdę przeżył i ukrywał się w Łodzi!
Natalia: Dokładnie! To brzmi jak scenariusz jednej z jego sztuk, co tylko dodaje mu legendy. A skoro jesteśmy przy legendach dwudziestolecia...
Szymon: No dobrze, ale odchodząc od jego powieści, Witkacy to przecież przede wszystkim dramaturg. Przejdźmy do jego chyba najsłynniejszego dzieła… „Szewców”.
Natalia: Dokładnie! „Szewcy” z 1934 roku to kwintesencja jego teatru. To dramat, który jest podręcznikowym przykładem groteski.
Szymon: Groteski, czyli? Bo to brzmi jak coś… celowo dziwacznego.
Natalia: I takie właśnie jest! Witkacy przedstawia tam absurdalną, zdeformowaną wizję świata. Mamy tam na przykład postać kobiety-młodiczki, która dosłownie pożera swojego męża.
Szymon: Że co proszę? No dobrze, to na pewno nie jest materiał na komedię romantyczną. A co z językiem?
Natalia: Też jest groteskowy! Bohaterowie używają mnóstwa neologizmów, czyli wymyślonych słów, a do tego rzucają przekleństwami na lewo i prawo. To miało szokować.
Szymon: Rozumiem. A czy jest tam jakieś drugie dno? Jakiś ukryty sens?
Natalia: Oczywiście, i to jest najlepsze. Witkacy robi tam genialne nawiązanie do „Wesela” Wyspiańskiego. Pamiętasz Chochoła, który pod słomą krył różę?
Szymon: Jasne, symbol odrodzenia.
Natalia: A u Witkacego Chochoł nie kryje róży, tylko „wyfraczonego Bubka”. To symbol pustki, pozorów i upadku wartości. Mocne, prawda?
Szymon: Bardzo. I ta krytyka społeczeństwa doskonale prowadzi nas do kolejnego zagadnienia, które musimy omówić...
Szymon: Okej, omówiliśmy już tyle epok, ale został nam ostatni, bardzo ważny temat – polski dramat. Gotowa na finałową rundę, Natalio?
Natalia: Zawsze! To świetne podsumowanie, bo dramat jak w soczewce skupia idee każdej epoki.
Szymon: To zacznijmy od czegoś bliższego naszym czasom. Współczesność. Kto przychodzi ci do głowy?
Natalia: Od razu Witold Gombrowicz. On wprowadził do teatru groteskę i absurd. Jego „Ślub” to w zasadzie parodia tragedii szekspirowskiej, a w „Operetce” mamy dziwaczne postacie podzielone na arystokrację i lokajów.
Szymon: A obok niego Tadeusz Różewicz, prawda? On był chyba bardziej krytyczny.
Natalia: Zdecydowanie. Krytykował skutki rozwoju cywilizacji. Jego „Kartoteka” jest wstrząsająca. Główny bohater po prostu leży w łóżku, nic nie robi. To symbol pokolenia, które przeżyło wojnę, ale jest tak naznaczone traumą, że nie potrafi wrócić do normalnego życia.
Szymon: Skoro mówimy o absurdzie, to musimy wspomnieć o Sławomirze Mrożku.
Natalia: Oczywiście! Mrożek był mistrzem parodii. W „Weselu w Atomicach” wyśmiewał system totalitarny, a w „Tangu” pokazał klasyczną walkę pokoleń. Używał groteski, by pokazać, jak bezsensowny bywa świat.
Szymon: Ale żeby nie było tak ponuro... polska literatura to też świetne komedie. Kto jest królem tego gatunku?
Natalia: Aleksander Fredro! Bez dwóch zdań. Jego „Zemsta” to absolutny klasyk. Główny wątek to spór o mur graniczny między Cześnikiem a Rejentem.
Szymon: A w tle ich dzieci, które się w sobie zakochują. Brzmi jak scenariusz na dzisiejszą komedię romantyczną.
Natalia: Dokładnie! A wszystko kończy się dobrze, ślubem Klary i Wacława. Nic dziwnego, że Andrzej Wajda zrobił z tego świetny film.
Szymon: Przenieśmy się teraz do Młodej Polski. Co wtedy działo się w teatrze?
Natalia: To był czas wielkich premier w Teatrze im. Juliusza Słowackiego w Krakowie. Pojawiły się nowe nurty: dramat naturalistyczny, który pokazywał człowieka jako istotę biologiczną, i dramat symboliczny.
Szymon: A najlepszym przykładem tego drugiego jest chyba „Wesele” Wyspiańskiego?
Natalia: Tak. To dramat oparty na prawdziwym weselu inteligenta z chłopką. Mamy tam zjawisko chłopomanii. Ale co najważniejsze, w drugim akcie do gości przychodzą zjawy, a cała sztuka jest pełna symboli.
Szymon: Jak złoty róg, który miał wezwać do walki o wolność?
Natalia: Dokładnie. Jasiek gubi go, bo schyla się po czapkę z pawimi piórami – symbol prywaty. Zostaje mu tylko sznur, czyli symbol zniewolenia. To gorzka diagnoza polskiego społeczeństwa.
Szymon: Na koniec cofnijmy się jeszcze dalej, do baroku. Jak wtedy postrzegano teatr?
Natalia: W baroku świat był jedną wielką sceną teatralną. Mówiono o „dramacie istnienia”. Często łamano zasadę trzech jedności, łączono tragizm z komizmem, a na scenie pojawiały się duchy i elfy.
Szymon: To wtedy tworzył Molier, prawda?
Natalia: Tak, francuski mistrz komedii. Jego „Skąpiec” czy „Świętoszek” to utwory, które pokazują ludzkie wady w krzywym zwierciadle, ale robią to genialnie. Zresztą zmarł na scenie, grając w „Chorym z urojenia”. Prawdziwy człowiek teatru.
Szymon: Niesamowite. Od barokowego teatru po współczesną groteskę, polska literatura jest niezwykle bogata. Natalio, dziękuję ci za tę fascynującą podróż.
Natalia: Cała przyjemność po mojej stronie. Mam nadzieję, że zachęciliśmy naszych słuchaczy do sięgnięcia po te dzieła.
Szymon: Oby tak było! To wszystko na dziś w Studyfi Podcast. Dziękujemy, że byliście z nami i do usłyszenia!