Podcast o Farmakognozja: Rośliny lecznicze i substancje czynne

Farmakognozja: Rośliny lecznicze i substancje czynne dla studentów

Podcast

Farmakognozja: Rośliny lecznicze i substancje czynne0:00 / 13:34
0:001:00 pozostało
LucieWyobraźcie sobie studentkę, na przykład Annę. Ma przed sobą najtrudniejszy egzamin semestru, noc się skraca, a kofeina dawno przestała działać. Oczy jej się kleją, głowa jest ciężka. Wtem do pokoju wchodzi jej babcia z parującym kubkiem i mówi: „Masz, wypij sobie trochę melisy, żeby ci się nerwy uspokoiły, a mózg poukładał.” Anna jest sceptyczna, ale posłucha. A dziesięć minut później odkrywa, że nagle zrobiło jej się w głowie… jasno.
OndřejTo uczucie zna chyba każdy. I właśnie o tej niepozornej, ale przez to potężniejszej sile, która kryje się w liściach, kwiatach i korzeniach, będziemy dziś rozmawiać.

Farmakognozja: Rośliny lecznicze i substancje czynne

Délka: 13 minut

Přepis

Lucie: Wyobraźcie sobie studentkę, na przykład Annę. Ma przed sobą najtrudniejszy egzamin semestru, noc się skraca, a kofeina dawno przestała działać. Oczy jej się kleją, głowa jest ciężka. Wtem do pokoju wchodzi jej babcia z parującym kubkiem i mówi: „Masz, wypij sobie trochę melisy, żeby ci się nerwy uspokoiły, a mózg poukładał.” Anna jest sceptyczna, ale posłucha. A dziesięć minut później odkrywa, że nagle zrobiło jej się w głowie… jasno.

Ondřej: To uczucie zna chyba każdy. I właśnie o tej niepozornej, ale przez to potężniejszej sile, która kryje się w liściach, kwiatach i korzeniach, będziemy dziś rozmawiać.

Lucie: Słuchacie Studyfi Podcast.

Lucie: Więc, Ondrzeju, zacznijmy od samych podstaw. Czym właściwie jest ta „farmakognozja”, o której mówi się w kontekście ziół? Brzmi to strasznie naukowo.

Ondřej: Brzmi, ale to właściwie proste. Nazwa pochodzi z greki: farmakon oznacza lekarstwo, a gnosis to poznanie. Jest to więc nauka o poznawaniu leków pochodzenia naturalnego. I bada tak zwane „drogi”.

Lucie: Drogi? Chyba teraz wystraszyłeś wielu ludzi. Nie mamy tu na myśli nielegalnych substancji, prawda?

Ondřej: Wcale nie! W farmacji „droga” to oficjalny termin na suszoną lub inaczej przetworzoną część rośliny, zwierzęcia, a nawet grzyba, która zawiera substancje czynne. Więc suszony kwiat rumianku to droga. Podobnie jak korzeń mniszka lekarskiego.

Lucie: Rozumiem. Więc kiedy parzę herbatę ziołową, to właściwie przygotowuję sobie napar z drogi. Ile w ogóle takich roślin jest u nas?

Ondřej: To jest właśnie fascynujące. Szacuje się, że około 10 do 15% wszystkich roślin na Ziemi ma jakieś właściwości lecznicze. Tylko w Czechach rośnie ich od 600 do 800 gatunków, a z tego około 200 jest powszechnie zbieranych do celów farmaceutycznych.

Lucie: Wow, to jest moc. A co im daje tę moc?

Ondřej: To są tak zwane metabolity wtórne. Upraszczając, są to substancje chemiczne, które roślina wytwarza nie dla swojego wzrostu, ale raczej dla swojej ochrony – na przykład przed szkodnikami czy promieniowaniem UV. A my odkryliśmy, że te substancje, takie jak alkaloidy, glikozydy czy garbniki, mają silne działanie również na ludzki organizm.

Lucie: Dobrze, powiedzmy, że zdecyduję się wyruszyć na zbiory. Mogę po prostu pójść i nazrywać, co mi się podoba?

Ondřej: To chyba nie skończyłoby się dobrze. Kluczowe jest wyczucie czasu. Roślina musi zawierać maksymalną ilość substancji czynnych, a to ma miejsce w różnych fazach roku i dnia.

Lucie: Więc jest w tym jakiś system?

Ondřej: Dokładnie tak. Kwiaty, takie jak rumianek czy lipa, zbiera się na samym początku kwitnienia. Kiedy są zbyt rozwinięte, rozpadają się podczas suszenia. Liście i ziele, na przykład mięta czy melisa, zbiera się natomiast tuż przed kwitnieniem. Wtedy jest w nich największa moc.

Lucie: A co na przykład korzenie?

Ondřej: Zbiera się je albo wczesną wiosną, zanim roślina wypuści siłę w liście, albo jesienią, kiedy to z kolei magazynuje w nich wszystkie składniki odżywcze na zimę. A kora, na przykład z dębu czy wierzby, jest obierana wiosną, kiedy płynie sok i łatwo to zrobić.

Lucie: Ma to sens. A są jakieś inne zasady, na co uważać?

Ondřej: Absolutnie. Po pierwsze, zbierajcie tylko w suchą pogodę. Nigdy po deszczu. Mokre zioło zaparzy się i spleśnieje, zanim dojdziecie do domu. Po drugie, nigdy nie używajcie plastikowych toreb! Rośliny zaparzą się w nich w ciągu kilkudziesięciu minut. Na przykład melisa w reklamówce sczernieje i możecie ją od razu wyrzucić. Idealny jest wiklinowy koszyk.

Lucie: To świetna wskazówka. A co dzieje się po zbiorach? Jak z świeżego zioła zrobić tę „drogę”?

Ondřej: Najważniejsze jest suszenie. Celem jest obniżenie zawartości wody poniżej 10%, aby nie rozmnażały się pleśnie i bakterie. Można suszyć naturalnie – na strychu, w cieniu, w przewiewie, rozłożone cienką warstwą na sitach.

Lucie: A jeśli nie mam strychu?

Ondřej: Wtedy w grę wchodzi sztuczne ciepło, na przykład suszarka do owoców lub uchylony piekarnik. Ale uwaga na temperaturę! Zioła z olejkami eterycznymi, takie jak mięta czy rumianek, suszy się maksymalnie do 35 stopni. W przeciwnym razie wszystkie te pachnące i czynne substancje po prostu by wyparowały.

Lucie: A te pozostałe?

Ondřej: Te zniosą więcej, spokojnie 50 do 60 stopni. Suszenie to po prostu taka mała nauka.

Lucie: Więc mam wysuszone. Teraz mogę to po prostu wsypać do słoika i postawić na półce w kuchni, prawda?

Ondřej: Na półkę raczej nie, zwłaszcza jeśli świeci na nią słońce. Światło, a konkretnie promieniowanie UV, to wróg numer jeden. Rozkłada substancje czynne. Kolejnymi wrogami są wilgoć i ciepło.

Lucie: Więc idealny jest... piwnica?

Ondřej: Na przykład. Głównie ciemno, sucho i chłodno. Nawet doskonale wysuszone zioło potrafi wciągnąć wilgoć z powietrza, a potem może zacząć pleśnieć. Najlepsze są papierowe torebki lub ciemne szklane naczynia.

Lucie: A jak długo tak wysuszone zioła wytrzymają? Na zawsze?

Ondřej: Niestety nie. Kwiaty i liście najlepiej zużyć w ciągu roku, czyli do kolejnych zbiorów. Korzenie i kory wytrzymają dłużej, na przykład dwa do trzech lat. Potem ich skuteczność szybko spada. A także musicie uważać na nieproszonych gości, takich jak mole spożywcze. One chętnie się nimi zajadają.

Lucie: Więc moja kolekcja herbat z poprzedniej dekady to już raczej tylko taka pachnąca dekoracja.

Ondřej: Dokładnie tak. Działania już tam chyba za wiele nie znajdziesz.

Lucie: Dobrze, mam więc prawidłowo zebrane, wysuszone i przechowywane zioło. Jak z niego wydobędę to, co najlepsze? Czy herbata to jedyna opcja?

Ondřej: Wcale nie. W domu herbata, czyli napar, jest najczęstsza. To znaczy, że delikatne części, takie jak kwiaty i liście, zalewamy wrzącą wodą i zostawiamy do zaparzenia na 10-15 minut. Ale w przypadku twardych części, takich jak korzenie czy kora, to by nie wystarczyło.

Lucie: Co z nimi?

Ondřej: Te trzeba gotować. Nazywa się to odwarem. Drogę wkłada się do zimnej wody, doprowadza do wrzenia i gotuje na przykład 10 minut. Tylko tak z twardych struktur uwolnią się substancje czynne. A potem istnieje jeszcze macerat, czyli wyciąg na zimno, który jest najdelikatniejszy. Używa się go do ziół ze śluzami, takich jak prawoślaz na kaszel.

Lucie: A co preparaty z apteki? Te tabletki i krople? To tylko mocniejszy odwar?

Ondřej: To zupełnie inna liga! Tam wkracza przemysł farmaceutyczny. Z dróg wytwarza się na przykład nalewki, które są silnymi wyciągami alkoholowymi. Spirytus świetnie rozpuszcza substancje, a jednocześnie je konserwuje. Typowym przykładem są krople walerianowe na uspokojenie.

Lucie: A co tabletki, na przykład z ostropestem na wątrobę?

Ondřej: To są suche ekstrakty. Z wyciągu odparowuje się cały rozpuszczalnik, aż zostanie tylko skoncentrowany proszek pełen substancji czynnych. Ten jest następnie prasowany w tabletki lub wypełnia się nim kapsułki. To pozwala na absolutnie precyzyjne dawkowanie, czego nigdy nie zagwarantujesz przy herbacie.

Lucie: Jasne, jeden kubek rumianku może być słabszy, a drugi mocniejszy.

Ondřej: Dokładnie. W przypadku leku potrzebujesz pewności. Potem robi się na przykład syropy, gdzie smak maskuje cukier, co jest fajne dla dzieci – na przykład syrop z babki lancetowatej.

Lucie: Pokażmy to na kilku przykładach. Co byś polecił, gdy trapi mnie na przykład wzdęcia?

Ondřej: Klasyka to koper włoski lub anyż. Ich olejki eteryczne uwalniają gazy w jelitach. Jeśli chodziłoby o skurcze, sięgnij po miętę lub rumianek, te z kolei rozluźniają mięśnie gładkie.

Lucie: A co jeśli mam odwrotny problem, na przykład biegunkę?

Ondřej: Tam pomogą garbniki. Mają działanie ściągające. Znajdziesz je na przykład w owocach borówki lub w korze dębu. Zatrzymują biegunkę i uspokajają jelito.

Lucie: Super. Przejdźmy do układu nerwowego. Stres przed egzaminem, bezsenność... Co na to?

Ondřej: Na uspokojenie i lęk numerem jeden jest kozłek lekarski, ewentualnie melisa. Jeśli chodzi stricte o bezsenność, tam pomaga chmiel. A na lżejsze depresje i zły nastrój znany jest dziurawiec zwyczajny. Ale uwaga, on wpływa na skuteczność wielu leków, w tym antykoncepcji!

Lucie: To bardzo ważna informacja! I ostatnia dziedzina – drogi moczowe. Częsty problem.

Ondřej: Na stany zapalne świetna jest mącznica lekarska lub nasturcja, działają jako dezynfekcja dróg moczowych. A na oczyszczenie nerek i odwodnienie, na przykład przy obrzękach, pomoże działanie moczopędne brzozy lub pokrzywy.

Lucie: To niesamowite, ile rozwiązań oferuje natura. Ważne jest jednak pamiętać, że zioła to też leki i mają swoją moc.

Ondřej: Dokładnie tak. Naturalne nie oznacza nieszkodliwe. Zawsze trzeba przestrzegać dawkowania, a w przypadku poważniejszych dolegliwości skonsultować się z lekarzem lub farmaceutą. Ale jako wsparcie i profilaktyka są bezcenne.

Lucie: To jest fascynujące. Kiedy mówimy o tym, że zioła działają, co dokładnie w nich wykonuje tę pracę? Jaki jest ten... tajny składnik?

Ondřej: Świetne pytanie, Lucie. Nie chodzi o jeden składnik, ale o cały chemiczny koktajl. Nazywamy to substancjami czynnymi, lub fachowo metabolitami wtórnymi.

Lucie: Metabolity wtórne... to brzmi skomplikowanie.

Ondřej: Ale zasada jest prosta. Wyobraź sobie to jako chemiczną zbrojownię rośliny. Substancje, które wytwarza dla swojej ochrony lub komunikacji. I właśnie tę zbrojownię wykorzystujemy do leczenia.

Lucie: Dobrze, więc przyjrzyjmy się tym głównym „broniom”. Które są najbardziej znane?

Ondřej: Zacznijmy od tych najpotężniejszych – alkaloidów. Są to złożone substancje azotowe, często gorzkie i już w małych dawkach bardzo silne. Czasem wręcz trujące.

Lucie: Więc z nimi ostrożnie. Jakiś przykład?

Ondřej: Oczywiście. Morfina z maku lub atropina z pokrzyku wilczej jagody. To typowe alkaloidy. Tuż obok nich stoją glikozydy.

Lucie: Glikozydy... tam słyszę coś o cukrze.

Ondřej: Dokładnie! Składają się z części cukrowej i niecukrowej. Ta niecukrowa, aglikon, ma to prawdziwe działanie. Cukier jest tam takim taksówkarzem, który dowozi ją w odpowiednie miejsce w ciele.

Lucie: To świetna wskazówka! Więc na przykład?

Ondřej: Na przykład digitoksyna z naparstnicy, która wpływa na serce, lub sennozydy o działaniu przeczyszczającym.

Lucie: Dobrze, a co z tymi pachnącymi ziołami jak mięta czy tymianek? Co stoi za ich aromatem?

Ondřej: To są olejki eteryczne. Lotne, pachnące substancje, które nie rozpuszczają się w wodzie. Mentol w mięcie chłodzi i dezynfekuje, tymol w tymianku to z kolei świetny naturalny antybiotyk na oskrzela.

Lucie: A co na przykład smak? Mam na myśli ten ściągający, cierpki smak... na przykład w borówkach lub mocnej czarnej herbacie.

Ondřej: To sprawiają garbniki, czyli taniny. Ich główną supermocą jest to, że potrafią ścinać białka.

Lucie: Ścinać białka? To brzmi trochę przerażająco.

Ondřej: Ale to jest przydatne! Na drobnych rankach tworzą ochronny film, a w przewodzie pokarmowym z kolei pomagają przy biegunkach. Dlatego pije się tę mocną herbatę.

Lucie: Fascynujące. A co inne grupy? Słyszałam na przykład o saponinach. To ma związek z mydłem, prawda?

Ondřej: Dokładnie tak. W wodzie pienią się, podobnie jak mydło. Znajdziemy je na przykład w lukrecji lub pierwiosnku i pomagają nam odkrztuszać, ponieważ rozrzedzają śluz.

Lucie: A co flawonoidy? Te są teraz bardzo popularne jako antyoksydanty.

Ondřej: Tak, to często barwniki roślinne – żółte, czerwone, niebieskie. Na przykład rutyna w gryce wzmacnia naczynia krwionośne, albo sylimaryna z ostropestu plamistego chroni naszą wątrobę.

Lucie: I ostatnie – gorycze! Dlaczego mielibyśmy dobrowolnie jeść coś gorzkiego?

Ondřej: Ponieważ ten gorzki smak, jak na przykład w piołunie, podrażnia nasze kubki smakowe i uruchamia całe trawienie! To taki budzik dla żołądka.

Lucie: Więc zamiast kawy kieliszek piołunu? To brzmi kusząco.

Ondřej: Cóż, może niekoniecznie kieliszek. Ale widać, jak każda grupa substancji jest wyspecjalizowana w czymś innym. Śluzy chronią błony śluzowe, olejki eteryczne dezynfekują, garbniki ściągają...

Lucie: To niesamowita fabryka chemiczna w każdej roślinie. Więc kluczowe jest wiedzieć, która roślina zawiera jakie substancje, abyśmy mogli ją prawidłowo użyć.

Ondřej: Dokładnie tak. To jest podstawa nowoczesnej fitoterapii. Rozumieć te mechanizmy.

Lucie: Ondrzeju, bardzo ci dziękuję za dzisiejszą wycieczkę do świata ziół. To było niesamowicie pouczające.

Ondřej: Ja dziękuję za zaproszenie, Lucie. Było mi miło.

Lucie: A wam, drodzy słuchacze, dziękujemy za uwagę. Mamy nadzieję, że dowiedzieliście się czegoś nowego i przydatnego. Trzymajcie się ciepło i usłyszymy się znowu następnym razem przy kolejnym odcinku Studyfi Podcastu.