Podcast o Czeskie czasowniki, literatura faktu i składnia zdania
Czeskie Czasowniki, Literatura Faktu i Składnia Zdań: Kompletny Przewodnik
Podcast
Czeskie czasowniki, literatura faktu i składnia zdania
Délka: 17 minut
Přepis
Tomáš: Słuchaj, Lucie, wyobraź sobie, że scrollujesz media społecznościowe i piszesz komentarz: „Absolutnie uwielbiam ten utwór!” Zdanie czterowyrazowe, ale bez tego jednego słowa – „uwielbiam” – nie miałoby żadnego sensu.
Lucie: Dokładnie tak. Ten czasownik to silnik całego zdania. Mówi, co się dzieje. Bez niego byłaby to tylko kupa słów bez akcji. To jak mieć samochód bez silnika. Wygląda dobrze, ale nigdzie nie zajedziesz.
Tomáš: Świetne porównanie! I właśnie o tych silnikach naszych zdań będziemy dziś rozmawiać. Słuchacie StudyFi Podcast, a naszym pierwszym tematem są czasowniki.
Lucie: Zgadza się. Po łacinie nazywa się je *verbum* i są to odmienne części mowy, które wyrażają albo czynność, na przykład *biec*, stan, jak *leżeć*, albo zmianę stanu – na przykład *zaczerwienić się*.
Tomáš: Czyli w zasadzie wszystko, co się jakoś porusza lub zmienia. A w zdaniu to najczęściej ten szef, prawda? Ten orzecznik.
Lucie: Dokładnie tak, najczęściej pełni funkcję orzecznika. Ale co jest w nich fascynujące, to ogromna liczba form i kategorii gramatycznych, które posiadają. Żadna inna część mowy nie jest tak bogata.
Tomáš: Dobrze, to przejdźmy do tych kategorii. Co wszystko określamy u czasowników? Brzmi jak coś, co na sto procent będzie na teście.
Lucie: Będzie. Określamy osobę, czyli kto wykonuje czynność – ja, ty, on. Potem liczbę, czy jest to liczba pojedyncza, czy mnoga. A potem mamy wielką czwórkę: czas, tryb, stronę i aspekt.
Tomáš: Osoba i liczba, to jasne – *ja niosę*, *oni niosą*. Ale ta wielka czwórka, to brzmi trochę jak drużyna superbohaterów.
Lucie: Możesz je sobie tak wyobrazić! Każdy z nich ma swoją supermoc i nadaje czasownikowi zupełnie nowy wymiar. Zacznijmy na przykład od czasu.
Tomáš: Czas, czyli po łacinie *tempus*. To brzmi prosto. Przeszłość, teraźniejszość, przyszłość.
Lucie: W języku czeskim tak, używamy w zasadzie tylko tych trzech aktualnych czasów. Czas przeszły, czyli preteritum, tworzymy za pomocą imiesłowu przeszłego i form czasownika *być*. Na przykład *robiłem* albo *robiłaś*.
Tomáš: A w trzeciej osobie ten czasownik posiłkowy *być* odpada, prawda? Tylko *on robił*.
Lucie: Dokładnie. W czasie teraźniejszym, prezencie, podstęp polega na tym, że możemy go tworzyć tylko dla czasowników niedokonanych. Na przykład *robię, robisz, robi*. Dla czasownika dokonanego *zrobić* czas teraźniejszy nie istnieje.
Tomáš: To ma sens, bo kiedy coś *zrobię*, to jest już zakończone, więc nie może dziać się w teraźniejszości. A co z przyszłością?
Lucie: Tam właśnie to się różni w zależności od aspektu. Dla czasowników dokonanych wystarczy użyć formy czasu teraźniejszego, a ona automatycznie wyraża przyszłość. Na przykład *jutro ci to zrobię*.
Tomáš: A dla niedokonanych potrzebujemy pomocnika.
Lucie: Tak, tam wchodzi czasownik *być* w czasie przyszłym i bezokolicznik. Czyli *będę robić*, *będziesz robić*. To taka forma złożona.
Tomáš: A co z tym trikiem, który nauczyciele uwielbiają? Kiedy używamy czasu teraźniejszego dla przeszłości?
Lucie: Prezent uobecniający! To świetna rzecz do opowiadania. Wyobraź sobie, że mówisz: „Wczoraj idę parkiem i nagle naprzeciwko mnie *wybiega* pies.” Nagle ta historia jest o wiele żywsza i bardziej dramatyczna!
Tomáš: Dobrze, czas mamy. Następny w kolejce jest tryb, po łacinie *modus*. On wyraża stosunek do rzeczywistości, prawda?
Lucie: Tak, w zasadzie mówi, czy czynność jest realna, czy tylko jej sobie życzymy, czy też komuś ją nakazujemy. Mamy trzy: oznajmujący, rozkazujący i przypuszczający.
Tomáš: Oznajmujący jest tym podstawowym, niecharakterystycznym. Po prostu stwierdza fakt. *Słońce świeci*. Kropka.
Lucie: Dokładnie. Potem jest tryb rozkazujący, czyli imperatyw. Ten jest jasny – *Zrób to! Milcz!* Ciekawe jest to, że dotyczy głównie drugiej osoby. Dla pozostałych musimy użyć opisów, takich jak *niech przyjdzie* albo *obyśmy to zrobili*.
Tomáš: Czyli nie mogę powiedzieć na przykład: „Zbierz się!”
Lucie: Teoretycznie nie, brzmi to dość dziwnie, bo nie możesz rozkazać samemu sobie, żebyś się zebrał jako grupa. I wreszcie mamy tryb przypuszczający, kondycjonal.
Tomáš: Ten z tym magicznym słówkiem *by*. *Chciałbym...* *Poszedłbyś...*
Lucie: Tak. I mamy dwa rodzaje. Teraźniejszy wyraża możliwy do spełnienia warunek. *Gdybym miał czas, poszedłbym do kina.* To jeszcze może się zdarzyć. Ale kondycjonal przeszły, ten wyraża coś, co się już nie stało i nie stanie. *Byłbym poszedł do kina, gdybym miał czas.* Ale nie miałem, więc pech.
Tomáš: Ten kondycjonal przeszły brzmi trochę książkowo. *Byłbym poszedł*... tego w zwykłej mowie za bardzo nie słyszę.
Lucie: Masz rację, jest raczej książkowy. Ale do wyrażenia uprzejmej prośby kondycjonal jest super. Zamiast *Daj mi tę książkę!* brzmi o wiele lepiej *Czy dałby mi pan, proszę, tę książkę?*
Tomáš: Następny na liście jest strona, *genus verbi*. Aktywna i pasywna, czynna i bierna. To zawsze przypominało mi jakiś kryminał.
Lucie: To właściwie dobra wskazówka! W stronie czynnej, czyli aktywie, podmiot jest sprawcą. *Oracz uprawia pole.* Wiemy, kto to robi – oracz. Jest to jasne i bezpośrednie.
Tomáš: A w stronie biernej podmiot jest tak trochę ofiarą, prawda? Czynność dzieje się jemu.
Lucie: Dokładnie tak. Podmiot jest dotknięty czynnością, którą wykonuje ktoś inny. *Pole jest uprawiane przez oracza.* Nagle w centrum uwagi jest pole, a nie ten, kto na nim pracuje.
Tomáš: Jak tworzy się tę stronę bierną?
Lucie: Mamy dwie główne drogi. Pierwsza to forma opisowa: bierzemy czasownik *być* i dodajemy imiesłów bierny. *Dom został zbudowany.* To typowe raczej dla czasowników dokonanych i brzmi bardziej formalnie.
Tomáš: A ta druga droga?
Lucie: Jest za pomocą zaimka zwrotnego *się*. *Ta książka dobrze się czyta.* Jest to częstsze u czasowników niedokonanych i w mowie potocznej. Nie oznacza to, że książka czyta się sama, ale że ktoś ją czyta. To taki elegancki skrót.
Tomáš: Ostatni z superbohaterskiej czwórki to aspekt. Dokonany i niedokonany. To specjalność języków słowiańskich, prawda?
Lucie: Dokładnie tak, dla cudzoziemców to często orzech do zgryzienia. A przecież zasada jest prosta. Czasowniki niedokonane wyrażają czynność niezakończoną, trwającą. Możesz sobie przed nie postawić pomocnicze słowo *ciągle*. Na przykład *ciągle piszę list*.
Tomáš: A czasowniki dokonane wyrażają czynność zakończoną, jednorazową. Więc tam mogę sobie powiedzieć *raz*. *Raz napisałem ten list*.
Lucie: Idealna wskazówka. A większość czasowników tworzy tak zwane pary aspektowe. Do niedokonanego *pisać* mamy dokonane *napisać*. Do *kupować* mamy *kupić*. Różnią się tylko aspektem.
Tomáš: A istnieją też czasowniki, które tego nie mają?
Lucie: Oczywiście. Na przykład czasowniki statyczne, takie jak *stać* albo *spać*, są tylko niedokonane. A potem mamy kilka czasowników obuaspektowych, jak na przykład *poświęcać/poświęcić*. Tam poznasz aspekt dopiero z kontekstu.
Tomáš: Czyli omówiliśmy kategorie. Ale czasowniki dzielą się też na różne rodzaje, prawda? Pełnoznaczne, posiłkowe…
Lucie: Tak. Pełnoznaczne to te, które niosą główny sens: *gotować, spać, śmiać się*. Mają po prostu swoją treść. Potem są niepełnoznaczne, które tylko pomagają.
Tomáš: Jak na przykład ten czasownik posiłkowy *być* w czasie przeszłym i przyszłym.
Lucie: Dokładnie. Albo czasowniki łącznikowe, które łączą podmiot z orzecznikiem imiennym. W zdaniu *Ojciec jest nauczycielem* czasownik *jest* tylko łączy ojca z jego zawodem.
Tomáš: A potem są modalne i fazowe, prawda? Te łączą się z bezokolicznikiem.
Lucie: Tak, modalne wyrażają sposób – *muszę iść, wolno mi zapytać*. A fazowe opisują fazę czynności – *zaczął padać, przestał mówić*.
Tomáš: Zostały nam jeszcze dwie grupy. Czasowniki zwrotne i nieregularne.
Lucie: Zwrotne to te, które mają przy sobie *się*. Na przykład *śmiać się* albo *skarżyć się*. Niektóre bez tego w ogóle nie mogą istnieć, są tylko zwrotne. A nieregularne… to tacy buntownicy naszej gramatyki.
Tomáš: Buntownicy! Którzy to są?
Lucie: Ci najbardziej znani to *być, chcieć, jeść, wiedzieć*. Ich formy po prostu nie odpowiadają żadnemu wzorowi i musimy się ich nauczyć na pamięć. To trochę walka, ale bez nich się nie dogadamy.
Tomáš: Czyli czasowniki to naprawdę silnik języka. Mają kategorie, nastroje, role… a nawet kilku buntowników. Dzięki, Lucie, to było super podsumowanie.
Lucie: Cała przyjemność po mojej stronie! A teraz możemy już przejść do kolejnego tematu.
Tomáš: Więc... to, jak słowa się odmieniają, już rozumiemy. Ale jak właściwie zbudujemy z nich sensowne zdanie? W podręcznikach pisze się coś w stylu: „Zdanie to uporządkowana całość złożona ze słów.” Brzmi to strasznie skomplikowanie.
Lucie: Brzmi, prawda? Ale w rzeczywistości jest to proste. Wyobraź sobie, że słowa są jak cegły. Zdanie to nie tylko stos cegieł, ale mur, gdzie każda cegła ma swoje miejsce. To po prostu wyrażenie jednej myśli.
Tomáš: Aha, czyli to nie jest przypadkowy zbiór słów. Musi to mieć sens.
Lucie: Dokładnie tak. Każde poprawne zdanie ma cztery główne cechy. Po pierwsze, zamknięcie treściowe – mówi jedną konkretną rzecz. Po drugie, zamknięcie dźwiękowe – na końcu po prostu obniżasz głos.
Tomáš: Jasne, kropka, znak zapytania...
Lucie: Dokładnie. Trzecia to wewnętrzna uporządkowanie, o którym mówiliśmy – słowa nie są po prostu porozrzucane. A ostatnia to modalność. To znaczy, że zdanie pokazuje twój stosunek do tego, co mówisz.
Tomáš: Czyli podsumowując: Zdanie to myśl, która ma sens, jasny początek i koniec oraz zawiera określoną formę czasownikową, prawda?
Lucie: To idealne podsumowanie! To podstawowa jednostka, za pomocą której się komunikujemy.
Tomáš: A co jest w tym zdaniu najważniejsze? Która ta „cegła” trzyma wszystko w całości?
Lucie: Świetne pytanie. To czasownik w określonej formie. To jądro całego zdania, taki główny filar. I tutaj dochodzimy do czegoś, co nazywa się walencją.
Tomáš: Walencja? To brzmi jak z chemii.
Lucie: Trochę tak. Walencja czasownika to jego zdolność do wiązania ze sobą innych słów, innych części zdania. Jak magnes, który przyciąga do siebie inne metalowe kawałki.
Tomáš: Możesz podać przykład?
Lucie: Jasne. Weźmy czasownik „pisać”. Nie wystarczy powiedzieć tylko „Alena pisze”. Od razu pytasz: co pisze? Komu pisze? Więc zdanie będzie: „Alena pisze do Piotra list.” Czasownik „pisze” związał ze sobą trzy pozycje. Jest trójwalencyjny.
Tomáš: Rozumiem. A niektóre czasowniki niczego nie potrzebują? Na przykład... „Pada deszcz”?
Lucie: Dokładnie! Czasowniki takie jak „marznąć” albo „świtać” mają zerową walencję. Inne, na przykład „jechać”, mają jedną: „Pociąg jedzie.” To taka ukryta siła czasowników.
Tomáš: Dobrze. A kiedy mam zdanie, jak je poprawnie rozebrać? Co to jest ta słynna podstawowa para składniowa?
Lucie: To jest ta najważniejsza oś zdania – podmiot i orzeczenie. Podmiot to ten, kto coś robi – pytamy „kto, co?”. A orzeczenie mówi, co robi. Na przykład w zdaniu „Jaskrawe słońce świeciło cały dzień,” to co?
Tomáš: Kto, co świeciło? Słońce. Co robiło? Świeciło. Więc słońce-świeciło.
Lucie: Idealnie! To jest podstawowa para składniowa. A ponieważ to zdanie ma zarówno podmiot, jak i orzeczenie, nazywamy je zdaniem dwuczłonowym. To absolutna większość polskich zdań.
Tomáš: A co, jeśli tam nie ma podmiotu? Jak w tym przykładzie „Cały dzień padał śnieg.”
Lucie: Świetnie! Tam nie możesz zapytać „kto, co padał śnieg?”. Takie zdanie, które nie ma podmiotu, nazywamy jednozdaniowym. Ma tylko jeden podstawowy człon zdania, ten orzecznik.
Tomáš: Czyli dwuczłonowe ma parę podmiotowo-orzeczeniową, jednozdaniowe tylko podstawę. To właściwie całkiem logiczne.
Lucie: Dokładnie tak. I właśnie od tej podstawowej pary rozwija się analiza wszystkich pozostałych części zdania. Ale to zostawimy sobie na następny raz.
Tomáš: Dokładnie tak. Ważne jest, żeby dzieci nie stawały się tylko pasywnymi konsumentami. A jak pomaga w tym literatura?
Lucie: Świetną rolę odgrywa literatura naukowa. Jest polisemantyczna, co oznacza, że obejmuje absolutnie wszystko... od przyrody po historię.
Tomáš: Kiedy właściwie pojawił się ten gatunek?
Lucie: Jako samodzielny gatunek ugruntował się w okresie międzywojennym. Za jego założyciela uważa się J. V. Plevę z książką *Kropla wody* z 1935 roku.
Tomáš: A co z nowocześniejszymi przykładami?
Lucie: Oczywiście Bohumil Říha i Jaroslava Nováková z ich *Encyklopedią dla dzieci*. To było świetne połączenie prostego tekstu i dużych obrazków.
Tomáš: To pamiętam! A co z połączeniem z historią?
Lucie: Tam błyszczała Leontina Mašínová. Potrafiła wspaniale przybliżyć na przykład Jana Amosa Komeńskiego. Biografie były ogólnie bardzo popularne.
Tomáš: Dlaczego akurat one?
Lucie: Ponieważ miały funkcję zarówno informacyjną, jak i wychowawczą. Wydawnictwo Albatros miało całą serię Biografie. Na przykład *Pogromca niewidzialnych drapieżników* o Louisie Pasteurze.
Tomáš: Albo *Uparta Maria* o Marii Skłodowskiej! Ten tytuł pasuje.
Lucie: Dokładnie. A to prowadzi nas do kolejnego połączenia...
Tomáš: Z czym jeszcze to się łączyło?
Lucie: Na przykład z reportażami podróżniczymi i motywami przygodowymi. Tutaj mistrzem był František Běhounek. Jego książka *Rozbitkowie Morza Polarnego* opierała się na jego własnych przeżyciach!
Tomáš: Czekaj, on sam rozbił się?
Lucie: Tak, ze sterowcem Italia na Morzu Arktycznym. Więc to nie było wymyślone, ale realne. I o tym teraz powiemy więcej...
Tomáš: No to teraz rzucimy się na ostatni, ale przez to bardziej awanturniczy gatunek... reportaże podróżnicze.
Lucie: Zgadza się! I tutaj musimy wspomnieć o Františku Běhounku. On świetnie połączył tradycję Verne’a z nowoczesną nauką. Na przykład w książkach *Robinsonowie z Kronborgu* albo *Tajemnica Morza Polarnego*.
Tomáš: A co z takimi nieumyślnymi reportażami podróżniczymi, które wszyscy uwielbiali? Mam na myśli oczywiście...
Lucie: Hanzelkę i Zikmunda! Ich reportaże, takie jak *Afryka snów i rzeczywistości* albo *Za łowcami głów*, były absolutnie fenomenalne. To była prawie lektura obowiązkowa.
Tomáš: Dokładnie! A skoro już jesteśmy przy literaturze dla młodzieży, nie możemy zapomnieć o edycjach faktograficznych, takich jak słynne OKO od Albatrosa.
Lucie: Tak, to była skarbnica wiedzy! A z autorów na przykład Ludvík Souček i jego *Wielkie pytajniki* albo Vojtěch Zamarovský, który zabrał nas *Za siedmioma cudami świata*.
Tomáš: Nawet *Łowcy mamutów* Štorcha mają w sobie kawałek reportażu podróżniczego, kiedy o tym tak myślę.
Lucie: Dokładnie tak! I tym samym zamknęliśmy nasz przegląd gatunków. Mam nadzieję, że to pomogło wam się trochę zorientować.
Tomáš: Wierzymy, że tak. Bardzo dziękujemy, że słuchaliście naszej serii. Na dziś to od nas wszystko. Trzymajcie się!
Lucie: Do usłyszenia następnym razem!