Podcast o Czeska i morawska szlachta w XIX i XX wieku

Czeska i morawska szlachta w XIX i XX wieku: Analiza i losy

Podcast

Czeska i morawska szlachta w XIX i XX wieku0:00 / 29:18
0:001:00 pozostało
BarboraCzekaj, czyli wyobrażam sobie szlachtę jako jedną wielką, jednolitą grupę, ale w rzeczywistości było to o wiele bardziej skomplikowane?
LukášDokładnie tak! I właśnie po powstaniu Czechosłowacji te różnice ujawniły się w pełni. Były rody, które z dumą deklarowały czeskość, a potem te z powiązaniami z kulturą niemiecką i austriacką.

Czeska i morawska szlachta w XIX i XX wieku

Délka: 29 minut

Přepis

Barbora: Czekaj, czyli wyobrażam sobie szlachtę jako jedną wielką, jednolitą grupę, ale w rzeczywistości było to o wiele bardziej skomplikowane?

Lukáš: Dokładnie tak! I właśnie po powstaniu Czechosłowacji te różnice ujawniły się w pełni. Były rody, które z dumą deklarowały czeskość, a potem te z powiązaniami z kulturą niemiecką i austriacką.

Barbora: Aha! No to musimy to rozebrać. Słuchacie Studyfi Podcast. Co więc stało się, gdy w 1918 roku powstała republika? Zakładam, że dla szlachty to nie była akurat impreza.

Lukáš: Zdecydowanie nie. To był dla nich ogromny szok. Już w grudniu 1918 roku, zaledwie dwa miesiące po powstaniu państwa, przyjęto ustawę, która po prostu zniosła szlachectwo, ordery i tytuły. Była to jedna z absolutnie pierwszych norm legislacyjnych.

Barbora: Czyli z dnia na dzień przestali być książętami i hrabiami i stali się z nich tylko „zwykli obywatele”?

Lukáš: Dokładnie tak. Przynajmniej na papierze. Stracili swoje przywileje i symboliczny status. Wyobraź sobie, że twój ród przez wieki nazywał się na przykład Schwarzenberg i nagle państwo mówi ci, że to nic nie znaczy.

Barbora: To musiało być ostre. Ale jak do tego odniosły się te różne grupy szlachty, o których wspominałeś? Te deklarujące się jako czeskie i niemieckie?

Lukáš: No i tutaj zaczyna się komplikować. Część szlachty, na przykład Kinscy czy Lobkowiczowie, jasno opowiedziała się za nową republiką. Wydali nawet słynne oświadczenia o wierności państwu czeskiemu, i to nawet w krytycznych latach 1938 i 1939.

Barbora: Czyli postawili się przeciwko nazistom?

Lukáš: Jednoznacznie. Natomiast część szlachty, która czuła się raczej niemiecko lub staro-austriacko, widziała w dojściu Hitlera do władzy pewną nadzieję. Łączyła ich awersja do demokracji i republikanizmu. Więc podział narodowościowy stał się w tym czasie również politycznym.

Barbora: Wow. Czyli żadna „obca szlachta” kontra „czescy patrioci”, ale o wiele bardziej skomplikowana historia pełna osobistych decyzji. To świetna obserwacja. A co było dalej, po wojnie?

Barbora: I właśnie ci ludzie, te stare rody, musieli przeżyć prawdziwy szok, gdy monarchia upadła. Co się z nimi stało po powstaniu Czechosłowacji?

Lukáš: To był dla nich naprawdę upadek z klifu. Nie chodziło o stopniowy upadek. Już w grudniu 1918 roku pojawiła się ustawa, która po prostu zniosła szlachectwo, tytuły i ordery.

Barbora: Czyli z dnia na dzień koniec? Żadnych książąt, żadnych baronów?

Lukáš: Dokładnie tak. Jeden poseł opisał to wtedy, że „w ciągu jednej minuty szlachcie odebrano jej polityczne i stanowe nadprzywileje”. Po prostu kreska.

Barbora: A to oznaczało też koniec przywilejów, jak na przykład dziedziczne członkostwo w Izbie Panów?

Lukáš: Oczywiście. Tym samym stracili immunitet, diety i na przykład darmowy bilet pierwszej klasy w pociągu. I to dotyczyło wszystkich – starych czeskich rodów jak Lobkowiczowie i Kinscy, i tych, którzy przyszli później, na przykład Schwarzenbergów.

Barbora: Czyli państwo odwróciło się do nich plecami?

Lukáš: Absolutnie. Nowa republika odnosiła się do nich bardzo negatywnie. Byli postrzegani jako symbol starej Austrii. Zwalniano ich z armii, ze służby państwowej, stracili wszelki wpływ polityczny.

Barbora: To brzmi ostro. Stali się z nich właściwie taki „niechciany” element?

Lukáš: Dokładnie. A opinia publiczna temu odpowiadała. Już z dziewiętnastego wieku ciągnął się stereotyp, że czeska szlachta nie ma „świadomości narodowej”.

Barbora: Największy cios przyszedł chyba z majątkiem, prawda?

Lukáš: To była reforma rolna. Państwo zniosło tak zwany fideikomis, co było ochroną prawną, która utrzymywała razem ogromne majątki ziemskie, latyfundia. A potem zaczęło je zajmować i dzielić.

Barbora: Dlaczego? Przeszkadzało, że mają za dużo ziemi?

Lukáš: To był główny argument. I też mówiono, że pieniądze z majątków ziemskich odpływają za granicę. Niemieckojęzyczna szlachta skarżyła się w Lidze Narodów i reformę nazywała bolszewizmem. To pokazuje, jak napięte były te relacje.

Barbora: Czyli ich pozycja była naprawdę skomplikowana. A jeszcze nie wiedzieli, co nadejdzie z nazistami i komunistami, prawda? Ale o tym powiemy więcej następnym razem.

Barbora: Czyli postawy w nowej republice wobec szlachty były dość... odrzucające. To brzmi jak słabe słowo.

Lukáš: Dokładnie tak. Hasło T. G. Masaryka brzmiało „odaustriaczyć”. A szlachta była postrzegana jako zbyt związana z Habsburgami. Do tego doszła reforma rolna, która ich ekonomicznie osłabiła.

Barbora: Ale sytuacja dramatycznie zmieniła się pod koniec lat trzydziestych, prawda? Jak zachowali się w czasie zagrożenia państwa?

Lukáš: Tutaj jest ten kluczowy moment. W latach 1938 i 1939 czeska szlachta wydała oświadczenie, gdzie jednoznacznie opowiedziała się za narodem czeskim i historycznymi granicami. To było ogromne moralne wsparcie.

Barbora: A jak na to zareagowali naziści? Zakładam, że nie byli zachwyceni.

Lukáš: Zdecydowanie nie. Zwłaszcza Reinhard Heydrich widział to jako „akt wrogi Rzeszy”. I użył tego jako pretekstu do ich prześladowania.

Barbora: Czyli ukarali ich za to, że byli lojalni wobec państwa czeskiego?

Lukáš: Dokładnie. Nałożyli na ich majątki przymusowy zarząd. Heydrich w liście do Bormanna napisał wprost, że należy ukarać Kinskiego, Schwarzenberga i innych za ich deklarację wierności Benešowi. Ironia, co?

Barbora: Całkowita. Spodziewałabym się, że po wojnie dostaną uznanie.

Lukáš: Błąd. Po 1945 roku nadeszły dekrety Beneša. Wielu, nawet tym, którzy deklarowali się jako Czesi, majątek został skonfiskowany na podstawie narodowości. To była dla nich niekończąca się biurokratyczna walka.

Barbora: Czyli nawet koniec wojny nie oznaczał ratunku. To jest naprawdę tragiczny los.

Lukáš: A ten definitywny koniec nadszedł w lutym 1948 roku. Komuniści uznali ich za wrogów klasowych i tym samym historia szlachty jako warstwy społecznej u nas w zasadzie się zakończyła.

Barbora: Wow, czyli nie chodziło tylko o majątek, ale i o osobiste decyzje. Wydaje mi się niewiarygodne, że testament mógłby dyktować, kogo możesz poślubić.

Lukáš: Dokładnie tak. Fideikomis często przynosił niewiarygodnie surowe zasady, które ustanowił założyciel. A te dotyczyły właśnie także kwestii małżeństw.

Barbora: Czyli nie mogłeś tak po prostu poślubić kogoś z miłości? To brzmi jak intryga z powieści historycznej.

Lukáš: W zasadzie nie, jeśli chciałeś utrzymać dziedzictwo. Nie było to co prawda na konkretne imię, ale warunki były absolutnie jasne i bezkompromisowe.

Barbora: A jakie zazwyczaj były te warunki? Czy to było aż tak surowe?

Lukáš: Było. Zgodnie z zasadami typowo następcą mógł zostać tylko najstarszy syn z małżeństwa. Córki lub młodsi synowie mieli zazwyczaj pecha.

Barbora: Aha, czyli prawo pierworództwa w praktyce. A co z tą żoną?

Lukáš: Musiała być idealną partią. Dziedzic musiał pojąć za żonę szlachciankę równą sobie. Jakikolwiek ślub 'poniżej poziomu' oznaczał utratę prawa.

Barbora: Wow. Dlaczego to robili? Aż tak im zależało na tym, kto będzie ich krewnym?

Lukáš: Chodziło o coś więcej niż tylko o rodzinę. Głównym wymogiem było zachowanie, a jeśli to możliwe, jeszcze zwiększenie tak zwanego kapitału symbolicznego rodu.

Barbora: Kapitał symboliczny? To brzmi jak termin z socjologii, nie z prawa. Co to znaczy?

Lukáš: To w zasadzie prestiż, dobre imię, wpływ i pozycja rodziny w społeczeństwie. Majątek był tylko jedną jego częścią.

Barbora: Czyli właściwy ślub nie był tylko o połączeniu dwojga ludzi, ale o fuzji dwóch marek.

Lukáš: Idealne porównanie! Właściwy ślub był strategiczną inwestycją w reputację i przyszłość całego rodu. Teraz jednak przejdźmy od szlachty do czegoś, co dotyczyło także zwykłych ludzi…

Barbora: Czyli to wcale nie było czarno-białe. Nie było tak, że cała szlachta po prostu przyłączyła się do Niemców.

Lukáš: Dokładnie tak. Świetnym przykładem jest Adolf Schwarzenberg. Jego historia jest jak z jakiegoś złego kryminału.

Barbora: Schwarzenberg? Pamiętam go. Czy nie był przypadkiem członkiem różnych proniemieckich stowarzyszeń, nawet SdP?

Lukáš: Tak, i to jest właśnie ta złożoność. Deklarował narodowość niemiecką. Ale jednocześnie... w 1937 roku podarował milion koron na budowę fortyfikacji granicznych przeciwko Hitlerowi! Przekazał je osobiście Benešowi.

Barbora: Czekaj, to mi się w głowie nie mieści. Podarował pieniądze na obronę przeciwko Niemcom, ale deklarował się jako Niemiec?

Lukáš: Dokładnie! Po wojnie jednak nic mu to nie pomogło. Na podstawie spisu ludności z 1930 roku, gdzie podał narodowość niemiecką, cały jego majątek został skonfiskowany.

Barbora: Tylko z powodu jednego papierka? A co ten dar i jego inne postawy?

Lukáš: On sam twierdził, że został uznany za Niemca wbrew swojej woli. Nawet ministerstwo spraw wewnętrznych uznało, że nie ma powodu wątpić w jego czeską narodowość. Ale dekrety Beneša były bezwzględne.

Barbora: A jak to się z nim skończyło po wojnie?

Lukáš: Został aresztowany jako zdrajca. W styczniu 1948 roku sąd go co prawda uniewinnił. Ale potem nadszedł komunistyczny pucz... i nowy sąd wysłał go na 13 lat do więzienia.

Barbora: To jest straszne. Przeżył to?

Lukáš: Niestety nie. Zmarł po czterech latach w obozie pracy w Mírovie. A na jego majątek została nawet przyjęta specjalna ustawa, znana jako „Lex Schwarzenberg”.

Barbora: To jest naprawdę mroczna historia. Czy losy innych szlachciców były podobnie skomplikowane? A co na przykład Ulrich Kinský?

Barbora: Czyli gdy mówimy o rodach takich jak Rohanowie z Sychrova czy Hohenlohe, mówimy o naprawdę ogromnym majątku, prawda?

Lukáš: Absolutnie. Przed pierwszą reformą rolną wysoka szlachta w Czechach posiadała 22,5% całej ziemi. Na Morawach było to ponad 18%.

Barbora: Wow, to prawie jedna czwarta kraju! Kto był największym graczem?

Lukáš: W Czechach jednoznacznie Schwarzenbergowie z ponad 160 tysiącami hektarów. A na Morawach z kolei Liechtensteinowie z ponad 107 tysiącami hektarów.

Barbora: Tego nawet nie potrafię sobie wyobrazić... A potem nadeszła reforma rolna i wszystko zmieniła.

Lukáš: Dokładnie. Żądanie udostępnienia ziemi było silne. Weźmy na przykład Ulricha Ferdinanda Kinskiego, który próbował ratować majątek rodowy, jak tylko mógł.

Barbora: I udało mu się to?

Lukáš: Tylko częściowo. Stracił około połowy gruntów rolnych i lasów. Ostatecznie zostało mu ponad dwanaście tysięcy hektarów.

Barbora: Dostał chociaż jakieś odszkodowanie?

Lukáš: Tak, w 1932 roku przyznano mu 6 milionów koron... Tyle że większość z tego od razu zapłacił urzędowi skarbowemu w podatkach.

Barbora: Czyli z deszczu pod rynnę.

Lukáš: I ważne jest, żeby powiedzieć, że ustawa o zajęciu sama nie przeprowadzała reformy. Tylko umożliwiła państwu redystrybucję majątku według potrzeb.

Barbora: Czyli „zajęcie” nie oznaczało natychmiastowego wywłaszczenia?

Lukáš: Dokładnie tak! Właścicielem pozostawał pierwotny właściciel, ale już nie mógł swobodnie dysponować majątkiem. Było to takie publicznoprawne ograniczenie.

Barbora: To jest sprytne. A całą tę machinę kierował jakiś urząd?

Lukáš: Tak, specjalnie w tym celu utworzono Państwowy Urząd Ziemski. Ten działał aż do 1935 roku, kiedy reformę uznano za zakończoną.

Barbora: A potem nadszedł krytyczny rok 1938...

Lukáš: Dokładnie. Po anszlusie Austrii zaczęła się aktywizować Partia Niemców Sudeckich, a zdecydowana większość niemieckojęzycznej szlachty ją poparła. Ale to już przechodzimy do kolejnego wielkiego przełomu...

Barbora: Czyli chodziło o opiekę nad najmłodszymi. Ale co się działo, gdy dzieci trochę podrosły? Kto przejął pałeczkę po nianiach?

Lukáš: Dokładnie tak, przesuwamy się o kilka lat dalej. Gdy tylko dziecko w bogatej rodzinie szlacheckiej wyrosło z niemowlęcych bucików, nastąpiła zupełnie nowa faza edukacji.

Barbora: A to już była szkoła?

Lukáš: Jeszcze nie do końca. U dziewcząt opiekę przejęła guwernantka, a w przypadku chłopców był to domowy nauczyciel, tak zwany hofmistrz.

Barbora: Czyli taki prywatny korepetytor na pełny etat? To brzmi jak sen... albo koszmar, w zależności od nauczyciela!

Lukáš: Dokładnie! I uwaga, z tym nauczycielem chłopcy spędzali potem większość swojego czasu. W zasadzie całe dnie, i to aż do ukończenia swojej domowej edukacji.

Barbora: Wow. Czyli żadnych kolegów z klasy, żadnych ściąg pod ławką, żadnych przerw na podwórku. Tylko ty, twój nauczyciel i mnóstwo książek.

Lukáš: W zasadzie tak. To była bardzo izolowana, ale jednocześnie niewiarygodnie intensywna edukacja. Skupiało się na językach, historii, matematyce i oczywiście na etykiecie i zachowaniu społecznym.

Barbora: Czyli nie uczyli się tylko tego, co my dzisiaj. Plan nauczania był chyba trochę inny.

Lukáš: Zupełnie inny. Nie chodziło tylko o fakty. Uczyli się, jak w przyszłości zarządzać majątkiem, jak kierować pracownikami, jak zachowywać się w wysokim towarzystwie. To było w zasadzie przygotowanie do przejęcia roli rodzinnej i majątku.

Barbora: Rozumiem. Edukacja szyta na miarę ich przyszłości. Nie chodziło o ogólny przegląd, ale o bardzo konkretne i praktyczne umiejętności.

Lukáš: Dokładnie tak. To było maksymalnie pragmatyczne. I tutaj widzimy ten ogromny kontrast w porównaniu z edukacją zwykłych, nieszlacheckich dzieci tamtych czasów.

Barbora: A to jest idealny pomost do naszego kolejnego tematu! Co więc czekało dzieci, które nie urodziły się ze srebrną łyżeczką w ustach?

Lukáš: Tam to była, jak pewnie sobie wyobrażasz, zupełnie inna historia. Ale o tym opowiemy zaraz.

Barbora: Czyli nie chodziło tylko o majątek. Po wojnie nadeszły też osobiste kary, prawda?

Lukáš: Dokładnie tak. Kluczowe było pojęcie „osoby niewiarygodnej dla państwa”. I tutaj zastosowano zasadę odpowiedzialności zbiorowej. Niewiarygodny dla państwa był w zasadzie każdy Niemiec i Węgier, niezależnie od tego, co robił.

Barbora: A jakie narzędzia do tego miało państwo? Czy powstały na to jakieś specjalne ustawy?

Lukáš: Tak, powojenna sprawiedliwość działała głównie poprzez tak zwane sądownictwo retrybucyjne. Mieliśmy duży dekret retrybucyjny, a potem też mały dekret... za przewinienia przeciwko honorowi narodowemu.

Barbora: Mały dekret? To brzmi prawie uroczo, biorąc pod uwagę, co to oznaczało.

Lukáš: Tak, nazwa myli. Dla największych ryb, jak członkowie rządów protektoratu, powstał potem Sąd Narodowy.

Barbora: A co na przykład Mikołaj Bubna, który był ministrem? On stanął przed Sądem Narodowym?

Lukáš: Właśnie że nie. Badano go, ale ostatecznie tylko na podstawie tego „małego” dekretu. I tak został aresztowany już w maju 1945 roku i spędził ponad rok w areszcie na Pankrácu.

Barbora: A przecież mówiono o nim jako o jednym z tych odważniejszych ministrów, prawda?

Lukáš: Dokładnie. Śledztwo ostatecznie potwierdziło, że zachowywał się jak prawy Czech i postępowanie umorzono. Ale w międzyczasie jego rodzina żyła bez środków do życia, z oznaczeniem „N” i na zmniejszonych racjach żywnościowych.

Barbora: To jest ostre. Czyli nawet jeśli byłeś patriotą, nie miałeś nic pewnego.

Lukáš: Absolutnie nic. A ta postawa przeciwko szlachcie nie była tylko u nas. Paradoksalnie wzmocnili go nawet sami naziści po nieudanym zamachu na Hitlera, który prowadził Stauffenberg.

Barbora: Jasne, tam było zaangażowanych wielu szlachciców. Czyli to obróciło się przeciwko wszystkim?

Lukáš: Dokładnie! Hitler był przekonany, że jego wrogami są ci „von”. Jeden nazistowski dygnitarz, Robert Ley, wygłosił przemówienie, w którym określił szlachtę jako „zdegenerowaną do szpiku kości”.

Barbora: Wow. Czyli po wojnie szlachta znalazła się w świecie, gdzie wszystko, co znała, zniknęło. Zniszczone.

Lukáš: Absolutnie. A to prowadzi nas do tego, jak sobie z tym radzili w kolejnych latach...

Barbora: A to podejście logicznie objawiło się też dalej. Ale jak to było w XIX wieku? Czy szlachta była nadal taką zamkniętą społecznością?

Lukáš: Dokładnie tak. Może nawet bardziej. Na ziemiach czeskich szlachcice stanowili zaledwie jedną dziesiątą procenta ludności. To niewiarygodnie mało.

Barbora: Wow, czyli to był w zasadzie ekskluzywny klub, do którego prawie nikt się nie dostał. Jakie tam obowiązywały zasady?

Lukáš: Te najważniejsze dotyczyły małżeństw. Poślubić kogoś „nieszlachetnego”? Nazywano to mezaliansem i był to ogromny skandal dla całej rodziny.

Barbora: Czyli umówienie się na randkę z kimś bez odpowiedniego rodowodu było absolutnym tabu?

Lukáš: Absolutne. Cała rodzina zjednoczyła się i wywarła presję, aby temu zapobiec. Chodziło o utrzymanie majątku i przede wszystkim statusu społecznego.

Barbora: To ma sens. Ale potem nadeszło XX wieku i z nim zupełnie inne zmartwienia. Zwłaszcza za Protektoratu.

Lukáš: Dokładnie. Nagle nie chodziło o wewnętrzne zasady, ale o zewnętrzny nacisk. Naziści zmuszali szlachtę do deklarowania narodowości niemieckiej.

Barbora: A jak na to zareagowali?

Lukáš: Wielu bardzo odważnie. We wrześniu 1939 roku 82 szlachciców z 33 rodów podpisało tak zwaną Deklarację Narodowościową. Publicznie opowiedzieli się za narodem czeskim.

Barbora: To musiał być w tamtym czasie niewiarygodnie odważny czyn.

Lukáš: To było ogromne ryzyko. A kara nie kazała na siebie długo czekać, zwłaszcza po przybyciu Reinharda Heydricha.

Barbora: Co się stało?

Lukáš: Heydrich zajął wobec tej szlachty absolutnie bezkompromisowe stanowisko. Zaczęły się prześladowania ekonomiczne – przymusowe zarządy majątków i bezpośrednie konfiskaty na rzecz Rzeszy.

Barbora: Czyli za swoją lojalność zapłacili właściwie wszystkim, co mieli.

Lukáš: W wielu przypadkach tak. Ich siedziby i majątki ziemskie dzielili potem między sobą nazistowscy dygnitarze. Ale to już przechodzimy do powojennych restytucji, co jest kolejnym skomplikowanym rozdziałem.

Barbora: Czyli powiedzieliśmy sobie, jak zmieniało się społeczeństwo. Ale co ze szlachtą? Jak ta stara struktura radziła sobie z nowoczesnością?

Lukáš: Świetne pytanie! Szlachta bowiem próbowała utrzymać swoją ekskluzywność. Nazywa się to „szlachectwem” – taka niezmienna istota ich mentalności i zachowania. Próbowali po prostu pozostać... no, szlachtą.

Barbora: Czyli trzymali dystans od innych?

Lukáš: Dokładnie tak. Ale tutaj jest ten zabawny paradoks. Podczas gdy szlachta trzymała dystans, bogata burżuazja próbowała ją naśladować. Kupowali wiejskie posiadłości, wysyłali dzieci do elitarnych szkół...

Barbora: ...i próbowali wżenić się w rodzinę z rodowodem. Rozumiem. A co szlachta? Ta nie inspirowała się gdzie indziej?

Lukáš: Ależ tak! Jednocześnie odbywało się tak zwane „zburżuazyjnienie” szlachty. Przyjmowali nowe, kapitalistyczne sposoby myślenia, głównie w biznesie. Nie chodziło tylko o siedzenie na zamku i patrzenie przez okno.

Barbora: A co życie osobiste? Na przykład małżeństwa? Tam też trzymali się surowych zasad?

Lukáš: Zdecydowanie. Polityka małżeńska była kluczowa. Pierworodni synowie prawie nigdy nie brali kogoś „poniżej poziomu”. Mogliby bowiem stracić dziedzictwo.

Barbora: Czyli żadnych romantycznych historii o Kopciuszku?

Lukáš: Raczej wyjątkowo. Większość dbała o równorzędne małżeństwo. Ciekawe jest, że podczas gdy nierówny ślub był skandalem, takie niezobowiązujące romanse z kobietami niższego pochodzenia były u mężczyzn całkiem tolerowane.

Barbora: To brzmi... bardzo postępowo.

Lukáš: Tak, podwójne standardy w praktyce. Ale i tak, do pierwszej wojny światowej ponad osiemdziesiąt procent synów hrabiów poślubiło kobietę z tej samej warstwy. To była po prostu najważniejsza zasada gry.

Barbora: Czyli szlachta nie chodziła tylko o tytuły, ale o rozbudowany system zasad, jak utrzymać władzę i wpływy. I właśnie ten wpływ polityczny będzie naszym kolejnym tematem.

Barbora: Czyli ci sudeckoniemieccy szlachcice byli źli głównie z powodu tych lasów, których państwo im nie zwróciło. Jak to objawiło się w polityce?

Lukáš: Dokładnie tak. Ta frustracja była ogromna. A niektórzy z nich zaczęli silnie angażować się politycznie, aby przeforsować swoje interesy. Mówię tu o ludziach takich jak Ulrich Kinský czy Max Egon Hohenlohe.

Barbora: A jak się angażowali? Lobbowali tylko w Czechosłowacji?

Lukáš: Skądże, wykorzystywali swoje międzynarodowe kontakty. Głównie w Wielkiej Brytanii i Niemczech. Ulrich Kinský został na przykład czołowym członkiem Partii Niemców Sudeckich, czyli SdP.

Barbora: Tej partii Henleina? Czyli wykorzystywał swoje kontakty dla nich?

Lukáš: Dokładnie. Szerzył propagandę na rzecz sudeckoniemieckich żądań. Czechosłowacka policja nawet go śledziła jako niewiarygodnego dla państwa. Latał przez Drezno do Berlina i negocjował z urzędnikami Rzeszy.

Barbora: To brzmi dość radykalnie. A co działo się dalej, gdy sytuacja w 1938 roku zaostrzyła się?

Lukáš: Tutaj do gry wkracza misja Runcimana. Brytyjczycy wysłali dyplomatów, aby „pośredniczyli” w tej sytuacji. Ale SdP miało na to jasny plan.

Barbora: Jaki plan? Jakiś genialny ruch?

Lukáš: W zasadzie tak. Karl Hermann Frank powiedział to jasno: lord Runciman musi odjechać z przekonaniem, że problemu nie da się rozwiązać wewnątrz państwa. Że sytuacja jest nierozwiązywalna.

Barbora: Czyli chcieli go zmanipulować. A Kinský też w tym jakoś figurował?

Lukáš: I jak! Wysłał telegram do jednego z członków misji, aby przeforsował natychmiastowe zajęcie Sudet przez armię niemiecką! Mówił o „okrucieństwach” i „czerwonej hołocie”.

Barbora: Wow. To jest silne oskarżenie. Ale co czeska szlachta? Czy wszyscy byli tak proniemieccy?

Lukáš: Wcale nie! A to jest kluczowe. We wrześniu 1938 roku grupa czeskiej szlachty przyszła do prezydenta Beneša. Chodziło o rody takie jak Schwarzenbergowie, Kinscy czy Lobkowiczowie.

Barbora: A co mu powiedzieli?

Lukáš: Przekazali mu oświadczenie, w którym podkreślili swoją wierność państwu czeskiemu. Pisali, że ich obowiązkiem jest „zachowanie dziedzictwa swoich ojców” i że chcą bronić starych granic Korony Czeskiej.

Barbora: Czyli to wszystko brzmi jak wiele zasad. Ale jak wyglądał taki... zwykły rok szlachcica? Czy chodziło tylko o bale i polowania?

Lukáš: W zasadzie tak, ale miało to swój stały porządek. Rok szlachecki miał dwie główne części. Zimowy sezon towarzyski i letni pobyt na wsi.

Barbora: Czyli zima w mieście, lato na zamku? To brzmi jak sen.

Lukáš: Dokładnie tak. Nowy Rok zazwyczaj witali w Wiedniu. Ich pierwszym obowiązkiem było pozdrowienie cesarza w Hofburgu. Tym samym rozpoczął się sezon balowy.

Barbora: A co to oznaczało? Jeden bal miesięcznie?

Lukáš: Raczej trzy tygodniowo! Zaczynało się od dwóch obowiązkowych balów dworskich, a potem następowała lawina balów w pałacach różnych rodzin. Każda organizowała co najmniej jeden w sezonie.

Barbora: Wow, to musiało być wyczerpujące. A co oprócz tańca?

Lukáš: Oczywiście opera, teatry, przyjęcia... Wielu szlachciców miało też małe sceny teatralne bezpośrednio w swoich pałacach. Sezon kończył się dopiero w karnawale, a na wieś wracali w maju.

Barbora: Z takim życiem towarzyskim chyba nie było trudno znaleźć partnera. Czy to też miało swoje zasady?

Lukáš: I jakie! Polityka małżeńska była kluczowa. Dbano o tak zwaną endogamię, czyli małżeństwa w ramach własnej grupy.

Barbora: Czyli żadnych miłości ponad podziałami społecznymi?

Lukáš: Dokładnie. Ale tutaj jest ciekawostka – za niepożądane uważano także małżeństwa w górę, na przykład do rodu Habsburgów.

Barbora: Czekaj, oni nie chcieli wżenić się w rodzinę cesarską? Dlaczego na Boga?

Lukáš: Ponieważ członkowie dynastii mogli poślubiać tylko członków innych rodów panujących. Dla szlachcica oznaczałoby to mnóstwo komplikacji.

Barbora: A ten zamknięty świat... jak długo to przetrwało? A co na przykład pierwsza republika albo protektorat?

Lukáš: Nawet po reformie rolnej za pierwszej republiki szlachta zachowała swój styl życia. Prawdziwy przełom nastąpił wraz z dojściem Heydricha do władzy. Zakazał balów i polowań, co było kręgosłupem ich życia towarzyskiego.

Barbora: Czyli ich świat właściwie się rozpadł...

Lukáš: Dokładnie tak. Mężczyźni często szli do wojska, a kobiety musiały stanąć na czele rodzin, co paradoksalnie doprowadziło do ich emancypacji. Ale o tym, jak szlachta radziła sobie z nadejściem komunizmu, powiemy w kolejnej części.

Barbora: Czyli gdy wyobrażam sobie rodzinę szlachecką, mam sobie wyobrazić mnóstwo dzieci? Jak w jakimś serialu historycznym?

Lukáš: Dokładnie tak! Posiadanie wielu dzieci było dla szlachty w zasadzie strategią. Nie oznaczało to obciążenia finansowego jak u mieszczan.

Barbora: Jak to? Więcej dzieci przecież oznacza więcej kosztów na edukację i utrzymanie.

Lukáš: To tak, ale też więcej możliwości! Dla córek były tu instytuty szlacheckie, dla synów bez majątku z kolei kariera wojskowa lub fundacje stypendialne.

Barbora: Aha, czyli każde dziecko miało swoją... zaplanowaną drogę?

Lukáš: W zasadzie tak. Głównie to było zabezpieczenie dla kontynuacji rodu, ponieważ śmiertelność dzieci była niestety wysoka we wszystkich warstwach.

Barbora: A kto opiekował się wszystkimi tymi dziećmi i je wychowywał? Zakładam, że nie bezpośrednio rodzice.

Lukáš: Zgadza się. Od urodzenia dzieci miały nianie, a później tak zwane gubernatorium – wychowawców i guwernantki. Relacje z nimi były często bliższe niż z rodzicami.

Barbora: Czyli edukacja odbywała się głównie w domu?

Lukáš: Tak, to było nauczanie domowe. Oprócz czytania i pisania kładziono nacisk na umiejętności społeczne... taniec, jazda konna, muzyka. Wszystko dla utrzymania ich wyłączności.

Barbora: Rozumiem. Całe wychowanie więc zmierzało do tego, aby kiedyś przejęli dziedzictwo rodowe.

Lukáš: Dokładnie. A to dziedzictwo nie było postrzegane jako źródło bogactwa, ale jako święte dziedzictwo. Dlatego istniał tak zwany fideikomis.

Barbora: Fideikomis? To brzmi skomplikowanie.

Lukáš: To jest w sumie proste. To było zabezpieczenie prawne, zatwierdzone przez władcę, które zapobiegało podziałowi lub sprzedaży majątku rodzinnego. Majątek musiał być przekazany dalej.

Barbora: Czyli nie chodziło tylko o luksus, ale głównie o odpowiedzialność. To prowadzi nas do tego, jak właściwie zarządzali tym ogromnym majątkiem...

Barbora: A to płynnie prowadzi nas do naszego ostatniego tematu – do szlachty austriackiej. Mówiliśmy o ich wpływie, ale co z tymi intrygami i polityką w tle?

Lukáš: Dokładnie tak, Barboro. Weźmy na przykład Ulricha Kinskiego. Jego polityczne kontakty w Anglii z wielką radością wykorzystywali henleinowcy na swoją korzyść.

Barbora: Czyli więzi rodzinne sięgały aż do najwyższej polityki. To jest fascynujące i trochę przerażające jednocześnie.

Lukáš: Zdecydowanie. Ale nie chodziło tylko o władzę. Podobne napięcie panowało także wewnątrz rodzin. Inny Kinský, Franciszek Józef, ożenił się z Sophią von Körner z rodziny nowej szlachty.

Barbora: A to był chyba problem, prawda? Ta „błękitna krew” była dla nich wszystkim.

Lukáš: Absolutnie. Sophie ani ich córki Berthy nigdy w pełni nie zaakceptowali. Bertha później świetnie to ujęła. Mówiła, że szlachta jest najmniej dotknięta nowoczesnością i żyje poza stanem średnim, który w rzeczywistości tworzy postęp.

Barbora: To jest silna myśl. Ta przepaść między starym światem a nową epoką... To musiało objawić się także pod koniec życia, prawda? Na przykład przy pogrzebach.

Lukáš: Z pewnością. Na przykład Franciszek Ferdynand nie spoczywa w głównej rodowej krypcie, ale w zbudowanej przez niego krypcie przy zamku Artstetten. A co więcej, ostatni cesarz Karol I zmarł na wygnaniu i jest pochowany aż na Maderze.

Barbora: Na Maderze? To jest naprawdę symboliczny koniec pewnej epoki.

Lukáš: Tak, ale historia ma ciąg dalszy. Jego żona Zyta i syn Otto zostali dziesiątki lat później pochowani w tradycyjnej Krypcie Kapucynów w Wiedniu. Taki szczególny powrót po końcu monarchii.

Barbora: Wow. Czyli podsumowując... austriacka szlachta to był świat pełen polityki, surowych zasad i w końcu nieuniknionego starcia z nowoczesnością. Łukaszu, bardzo ci dziękuję, że tak świetnie nam to dziś przybliżyłeś.

Lukáš: Cała przyjemność po mojej stronie, Barboro. Było mi miło.

Barbora: I dziękujemy wam, drodzy słuchacze, że byliście z nami. Mamy nadzieję, że wam się podobało. Usłyszymy się znowu następnym razem przy kolejnym odcinku Studyfi Podcastu. Trzymajcie się!