Podcast o Biokatalizatory, hormony, witaminy i minerały

Biokatalizatory, Hormony, Witaminy i Minerały: Przewodnik

Podcast

Biokatalizatory, hormony, witaminy i minerały0:00 / 21:16
0:001:00 pozostało
KláraWiększość ludzi myśli, że enzym i jego substrat pasują do siebie jak idealny zamek i klucz. Że oba są absolutnie sztywne i niezmienne. Ale w rzeczywistości to tylko połowa prawdy.
MartinDokładnie tak, Kláro. Ta koncepcja jest ładna i prosta, ale rzeczywistość jest o wiele ciekawsza. Enzymy są raczej takie trochę… elastyczne. Jakbyś przymierzała nową rękawiczkę, która idealnie dopasowuje się do twojej dłoni.

Biokatalizatory, hormony, witaminy i minerały

Délka: 21 minut

Přepis

Klára: Większość ludzi myśli, że enzym i jego substrat pasują do siebie jak idealny zamek i klucz. Że oba są absolutnie sztywne i niezmienne. Ale w rzeczywistości to tylko połowa prawdy.

Martin: Dokładnie tak, Kláro. Ta koncepcja jest ładna i prosta, ale rzeczywistość jest o wiele ciekawsza. Enzymy są raczej takie trochę… elastyczne. Jakbyś przymierzała nową rękawiczkę, która idealnie dopasowuje się do twojej dłoni.

Klára: Czyli nie są sztywne? To totalnie wszystko zmienia! Musimy to omówić. Słuchacie Studyfi Podcast.

Klára: Marcinie, zanim zagłębimy się w te elastyczne enzymy, ustalmy podstawy. Enzymy należą do tak zwanych biokatalizatorów. Co to dokładnie znaczy i kto jeszcze należy do tej ekipy?

Martin: Świetne pytanie. Biokatalizatory to w zasadzie tacy naturalni superbohaterowie, którzy w naszym ciele przyspieszają, kierują i ukierunkowują reakcje chemiczne. Bez nich wszystko ciągnęłoby się niemiłosiernie wolno, albo w ogóle by się nie działo. Obniżają bowiem tak zwaną energię aktywacji.

Klára: Jakbyś potrzebowała mniejszej górki, żeby rozpędzić auto w dół?

Martin: Dokładnie! A w tej ekipie mamy trzech głównych graczy. Po pierwsze, nasze enzymy – to ci najbardziej wydajni pracownicy. Potem mamy hormony, które są takimi chemicznymi posłańcami, dającymi sygnały. Na przykład adrenalina mówi ciału: „Hej, teraz daj z siebie wszystko!”.

Klára: A trzeci?

Martin: A trzecie to witaminy. Tych zazwyczaj nie potrafimy sami wytworzyć i często działają jako pomocnicy enzymów, tak zwane koenzymy. Bez nich enzymy nie mogłyby porządnie pracować. To taki zespół wsparcia.

Klára: Dobrze, czyli enzymy to ci główni harowacze. Jak właściwie wyglądają i jak działają? Wspomniałeś, że się dopasowują.

Martin: Dokładnie tak. Większość enzymów to ogromne cząsteczki białek. Wyobraź sobie je jako duży, skomplikowanie pognieciony kawałek papieru. Gdzieś na jego powierzchni jest mała, specyficzna szczelina lub kieszeń. To nazywa się centrum aktywne.

Klára: I tam dzieje się cała magia, prawda?

Martin: Tak! Właśnie tam przyłącza się substancja, którą enzym ma przekształcić – nazywamy ją substratem. Razem tworzą tak zwany kompleks enzym-substrat. I tutaj wracamy do tej elastyczności. Stara teoria „zamka i klucza” zakładała, że zarówno centrum aktywne, jak i substrat mają ściśle określony kształt.

Klára: Ale to już nie obowiązuje?

Martin: Dziś wiemy, że obowiązuje raczej teoria indukowanego dopasowania. Kiedy substrat się zbliża, enzym lekko zmienia swój kształt, żeby idealnie „objąć” substrat. Czasem nawet substrat troszkę dopasowuje się do enzymu. To raczej dynamiczny taniec niż zatrzaśnięcie zamka.

Klára: Czyli to tacy tancerze, a nie ślusarze! To świetna koncepcja. A co z resztą tej ogromnej cząsteczki?

Martin: Oprócz centrum aktywnego są tam też inne ważne miejsca. Na przykład takie, które wiążą różne trucizny lub leki, i tym samym wpływają na funkcję enzymu. Ale o tym później. Ważne jest, że enzym często składa się z części białkowej, apoenzymu, i części niebiałkowej – koenzymu lub kofaktora.

Klára: Skoro jest ich tak dużo, musi być w tym jakiś system. Jak właściwie nazywa się enzymy? Słyszałam o pepsynie, ale też o lipazie.

Martin: Masz rację, wcześniej był w tym trochę chaos. Stare nazwy, takie jak pepsyna czy trypsyna, są tak zwane trywialne i kończą się na „-ina”. Używa się ich do dziś z powodów historycznych.

Klára: Jak ksywki.

Martin: Dokładnie tak. Potem wprowadzono bardziej systematyczne podejście. Większość enzymów dziś kończy się na „-aza”. Ich nazwa tworzona jest albo według substratu, który rozkładają – na przykład lipaza rozkłada lipidy, czyli tłuszcze. Albo według typu reakcji, którą przeprowadzają – oksydaza utlenia.

Klára: To ma sens. A co z tym najbardziej precyzyjnym nazewnictwem?

Martin: To jest nazewnictwo systematyczne, które obejmuje zarówno substrat, jak i typ reakcji. Jest bardzo precyzyjne, ale też dość długie i skomplikowane, więc w codziennej praktyce nie spotkasz się z nim zbyt często. Na maturę spokojnie wystarczy znać te z końcówką -aza.

Klára: Dobrze, a jak się więc dzielą według tego, co robią? Słyszałam, że istnieją jakieś klasy.

Martin: Tak, międzynarodowa klasyfikacja dzieli enzymy na siedem głównych klas. To tacy specjaliści, każdy od czegoś innego. Możemy je szybko omówić?

Klára: Jasne, jedziemy z tym!

Martin: Pierwsza klasa to oksydoreduktazy. One przenoszą elektrony, w zasadzie zajmują się utlenianiem i redukcją. Druga klasa, transferazy, działają jak „przenosiciele” – przenoszą całe grupy funkcyjne z jednej cząsteczki na drugą. Trzecie, hydrolazy, to taka ekipa rozbiórkowa. Rozszczepiają wiązania za pomocą cząsteczki wody. Tutaj należą na przykład enzymy trawienne, takie jak amylaza.

Klára: To trzy. Co dalej?

Martin: Czwarta klasa to liazy. One też rozszczepiają wiązania, ale bez wody. Piąte, izomerazy, to tacy molekularni „przesuwnicy”. Zmieniają ułożenie atomów wewnątrz jednej cząsteczki. Szósta klasa, ligazy, robią coś przeciwnego – łączą dwie cząsteczki razem, ale kosztuje je to energię w formie ATP.

Klára: Czyli ligazy mają na tę pracę firmową kartę kredytową na energię?

Martin: Dokładnie tak! Nic nie skleją za darmo. A ostatnia, siódma klasa, to translokazy. To tacy „portierzy”, którzy przenoszą jony i cząsteczki przez błony komórkowe.

Klára: Fascynujące. Każdy ma swoją pracę. To prowadzi mnie do specyficzności. Enzymy są ponoć dość wybredne, prawda?

Martin: Ekstremalnie. I mają dwa rodzaje wybredności. Pierwsza to specyficzność działania. To znaczy, że enzym przeprowadzi z substratem tylko jeden konkretny typ reakcji. Na przykład z jednego aminokwasu jeden enzym potrafi usunąć grupę aminową, a zupełnie inny enzym usunie z niego dwutlenek węgla. Każdy robi tylko swoje.

Klára: A ta druga?

Martin: To specyficzność substratowa. Ona określa, na jaką substancję enzym będzie działać. Niektóre enzymy to absolutni specjaliści – na przykład ureaza rozkłada wyłącznie mocznik i niczego innego nie zauważy. Inne są bardziej tolerancyjne. Na przykład pepsyna rozkłada białka ogólnie i jest jej w zasadzie wszystko jedno, o jakie konkretne białko chodzi.

Klára: Wiemy, co robią, ale co może wpłynąć na ich aktywność, a nawet ją zatrzymać? Mówimy o inhibitorach, prawda?

Martin: Dokładnie. Inhibitory to substancje, które zmniejszają lub całkowicie zatrzymują aktywność enzymów. I mamy dwa główne typy. Pierwszy to inhibicja nieodwracalna.

Klára: To brzmi definitywnie.

Martin: I tak jest. Inhibitor wiąże się z enzymem silnym, kowalencyjnym wiązaniem i trwale wyłącza go z działania. Wyobraź sobie to jako zalanie zamka superglue. Już go nigdy nie otworzysz. Tak działają na przykład cyjanki, gazy bojowe, ale też penicylina, która w ten sposób niszczy enzymy bakterii.

Klára: Wow. A ta druga, odwracalna?

Martin: To inhibicja odwracalna. Tutaj inhibitor wiąże się tylko słabo i może się znowu uwolnić. Tutaj rozróżniamy trzy rodzaje. Najbardziej znana to kompetycyjna, czyli konkurencyjna. Inhibitor jest podobny kształtem do substratu i konkuruje z nim o miejsce aktywne. Kto pierwszy, ten lepszy.

Klára: Czyli jak dodam więcej substratu, mogę tego inhibitora właściwie „prześcignąć”?

Martin: Dokładnie! Potem mamy inhibicję niekompetycyjną. Tutaj inhibitor wiąże się w zupełnie innym miejscu enzymu, ale tym wiązaniem zmienia kształt całego enzymu tak, że centrum aktywne przestaje działać. To tak, jakbyś złapała ślusarza za rękę, żeby nie mógł pracować, nawet jeśli ma właściwy klucz.

Klára: A ostatnia?

Martin: Akomeptycyjna. Ta jest trochę podstępna. Inhibitor wiąże się dopiero z kompleksem enzym-substrat. W zasadzie zamyka ten substrat w enzymie i nie pozwala mu odejść jako produkt. Tak działają na przykład niektóre jady węży, neurotoksyny.

Klára: To jest niesamowicie złożony świat. Ale enzymy nie są tylko w podręcznikach i w naszym ciele, prawda? Używamy ich każdego dnia.

Martin: Zdecydowanie! Są wszędzie. W medycynie używa się leków takich jak Wobenzym, które pomagają na stany zapalne. W przemyśle spożywczym mamy podpuszczkę do produkcji serów albo amylazy w piekarnictwie. A w domu? Każdy nowoczesny proszek do prania zawiera enzymy, takie jak lipazy i proteazy, które w niskich temperaturach rozkładają plamy z tłuszczu i krwi.

Klára: Czyli jak będę następnym razem prać, mogę sobie wyobrazić małą armię enzymów, jak walczy z plamami na mojej koszulce.

Martin: Dokładnie tak! Gospodarka odpadami, kosmetyka, farmacja... zastosowanie jest ogromne. Są to naprawdę niezastąpieni pomocnicy.

Klára: Marcinie, bardzo dziękuję. Całkowicie zmieniłeś moje spojrzenie na enzymy. Z nudnych „zamków i kluczy” stali się fascynującymi, elastycznymi tancerzami, którzy kierują praktycznie wszystkim.

Martin: Cieszę się, że to mówisz! Bo skoro mówimy o zarządzaniu, enzymy są co prawda świetnymi menedżerami na poziomie komórkowym, ale co z zarządzaniem całym ciałem?

Klára: To brzmi jak awans… z menedżera na dyrektora generalnego?

Martin: Dokładnie! A tą radą nadzorczą jest układ hormonalny. Zamiast e-maili i spotkań wysyła po ciele chemicznych posłańców – hormony. To tacy wyspecjalizowani kurierzy, którzy dostarczają wiadomości dokładnie tam, gdzie powinni.

Klára: Czyli hormony są jak poczta? Ale skąd wiedzą, gdzie mają dostarczyć wiadomość?

Martin: Świetne pytanie! Każdy hormon ma specyficzną „etykietę adresową”. A komórki docelowe mają z kolei specjalne „skrzynki pocztowe”, które nazywamy receptorami. Tylko komórka z właściwym receptorem może odebrać wiadomość i na nią zareagować.

Klára: Sprytne. A kto wysyła te wiadomości?

Martin: Wysyłają je głównie gruczoły dokrewne, na przykład tarczyca czy nadnercza. Ale potem mamy też neurohormony, które tworzy mózg, konkretnie podwzgórze. A żeby nie było tak prosto, istnieją też hormony tkankowe, które wydzielają komórki, mające pierwotnie zupełnie inną pracę.

Klára: Mózg, gruczoły, tkanki… Kto tym wszystkim zarządza, żeby nie było chaosu?

Martin: Mamy tu główną kwaterę. To tak zwany układ podwzgórzowo-przysadkowy, który mieści się w międzymózgowiu. Wyobraź sobie podwzgórze jako najwyższego szefa. On wydaje polecenia swojemu głównemu menedżerowi, którym jest przysadka mózgowa.

Klára: A jakie wydaje polecenia?

Martin: Używa do tego dwóch typów wiadomości. Liberyny, które są w zasadzie poleceniami „zacznij pracować”, i statyny, które z kolei oznaczają „przestań pracować”. Tym samym kieruje tym, co ma robić przysadka.

Klára: Czyli podwzgórze to mózg operacji. Dosłownie.

Martin: Dokładnie tak. Co więcej, sam wytwarza dwa ważne hormony — oksytocynę, hormon zaufania i miłości, oraz hormon antydiuretyczny, czyli ADH, który zarządza gospodarką wodną w ciele.

Klára: A co robi ten menedżer, przysadka?

Martin: Przysadka jest podzielona na dwa płaty. Przedni płat, adenoprzysadka, to taka fabryka hormonów. Wytwarza na przykład somatotropinę, hormon wzrostu. Kiedy jest go za dużo, rezultatem jest gigantyzm. Kiedy jest go za mało, to nanosomia, czyli karłowatość.

Klára: A co z tym tylnym płatem?

Martin: Tylny płat, neuroprzysadka, to raczej magazyn. Magazynuje i w razie potrzeby uwalnia właśnie tę oksytocynę i ADH, które wyprodukował szef, czyli podwzgórze. Kiedy na przykład brakuje ADH, ciało traci ogromne ilości wody z moczem. To nazywa się moczówka prosta.

Klára: Dobrze, centralę mamy. Co z innymi kluczowymi graczami?

Martin: Tuż obok, też w międzymózgowiu, siedzi malutki gruczoł zwany szyszynką, czyli epifizą. To nasz wewnętrzny zegarmistrz. Produkuje melatoninę, hormon snu.

Klára: Aha, to ten, co sprzedaje się na lepsze zasypianie!

Martin: Dokładnie ten. Szyszynka jest wrażliwa na światło. W ciemności produkuje najwięcej melatoniny, i tym samym mówi nam, że czas iść spać. Niedobór powoduje bezsenność. A ciekawostka – u dzieci melatonina hamuje początek dojrzewania. Kiedy mają jej mało, dojrzewanie może przyjść przedwcześnie.

Klára: Fascynujące! A co ze słynnym metabolizmem? Kto nim kieruje?

Martin: Tutaj na scenę wkracza tarczyca, taki motylek na naszej szyi. Ona wytwarza hormony tyroksynę i trójjodotyroninę, które działają jak pedał gazu naszego ciała. Określają, jak szybko będziemy spalać energię.

Klára: Czyli jak ktoś dużo je i nie tyje, to ma wciśnięty gaz?

Martin: W zasadzie tak, to nazywa się nadczynność tarczycy. Człowiek jest wtedy niespokojny i chudnie. Z kolei przy niedoczynności tarczycy, czyli niedoborze, metabolizm jest leniwy, człowiek jest zmęczony i tyje. Za tarczycą schowane są jeszcze małe przytarczyce.

Klára: A co one robią?

Martin: One pilnują poziomu wapnia we krwi. Kiedy wapnia jest mało, ich parathormon daje kościom sygnał: „Uwolnijcie wapń do krwi!”. Kiedy jest go z kolei za dużo, może to prowadzić do osteoporozę. A przy niedoborze znowu do nieprzyjemnych skurczów mięśni.

Klára: Dobrze, mamy wzrost, sen, metabolizm… a co z poziomem cukru we krwi? To też jest bardzo ważne.

Martin: Tym zajmuje się trzustka, konkretnie jej wysepki Langerhansa. Tam tworzą się dwa hormony o przeciwnym działaniu: insulina i glukagon.

Klára: Insulina obniża cukier, prawda?

Martin: Dokładnie. Po jedzeniu pomaga komórkom wchłonąć i wykorzystać cukier z krwi. Glukagon robi coś przeciwnego – kiedy jesteśmy głodni, uwalnia cukier z zapasów w wątrobie. To idealna równowaga. Jeśli insuliny brakuje lub nie działa prawidłowo, rozwija się cukrzyca.

Klára: A teraz hormony, o których słyszymy cały czas. Hormony stresu! Skąd one się biorą?

Martin: One są domeną nadnerczy. Mamy dwie, każda siedzi na jednej nerce jak taka czapeczka. Składają się z kory i rdzenia.

Klára: Dwa organy w jednym?

Martin: W zasadzie tak. Kora nadnerczy zajmuje się raczej długotrwałym stresem. Wytwarza kortyzol, który wpływa na metabolizm, oraz aldosteron, który zarządza poziomem soli i wody w ciele. Jego nadmiar powoduje na przykład zespół Cushinga, dla którego typowa jest otyłość tułowia.

Klára: A rdzeń?

Martin: Rdzeń, to jest jednostka interwencyjna. On wytwarza adrenalinę i noradrenalinę. To są hormony na sytuacje „walcz lub uciekaj”. Kiedy się przestraszysz, przyspieszy ci tętno, rozszerzą się oskrzela, do mięśni pójdzie więcej krwi… to praca adrenaliny. Przygotowuje ciało na natychmiastową akcję.

Klára: Dobrze, a co z hormonami płciowymi? Tych chyba nie musisz długo przedstawiać.

Martin: To prawda. U kobiet to jajniki, które produkują estrogeny, odpowiedzialne za cechy kobiece i cykl menstruacyjny, oraz progesteron, kluczowy dla utrzymania ciąży.

Klára: A u mężczyzn jądra produkują testosteron.

Martin: Dokładnie tak. On jest odpowiedzialny za cechy męskie, wzrost mięśni i produkcję plemników. Zaburzenia w tych systemach logicznie prowadzą do problemów z płodnością lub rozwojem.

Klára: Mamy jeszcze jakiś gruczoł, o którym zapomnieliśmy?

Martin: Powinniśmy wspomnieć o grasicy, czyli thymusie. To taki cichy bohater, który siedzi w klatce piersiowej. Jest niezwykle ważny w dzieciństwie i okresie dojrzewania dla rozwoju układu odpornościowego. Dojrzewają w nim limfocyty T, kluczowi wojownicy naszej odporności.

Klára: A co w dorosłości?

Martin: W dorosłości traci na znaczeniu i stopniowo zamienia się w tłuszcz. Swoją główną pracę już wykonał. To taki mentor, który wytrenuje układ odpornościowy i potem odchodzi na emeryturę.

Klára: Czyli podsumowując. Układ hormonalny to niesamowicie złożona sieć gruczołów, które komunikują się ze sobą za pomocą hormonów. Od zarządzania wzrostem, snem, stresem, aż po reprodukcję. Wszystko sprowadza się do wysyłania właściwych chemicznych wiadomości w odpowiednie miejsca w odpowiednim czasie.

Martin: Absolutnie dokładnie. To idealna orkiestra, gdzie każdy instrument wie, kiedy ma grać, żeby wynikowa symfonia – czyli funkcjonujące ciało – brzmiała prawidłowo. Podwzgórze to dyrygent, przysadka to pierwsze skrzypce, a pozostałe gruczoły to reszta orkiestry.

Klára: Piękne porównanie. Marcinie, dziękuję. Dziś zamiast straszaków, zrobiłeś z hormonów fascynującą sieć komunikacyjną. A ja mam wrażenie, że znowu trochę bardziej rozumiem swoje ciało. Co nas czeka następnym razem? Przyjrzymy się kolejnym substancjom, bez których nie możemy się obejść?

Martin: Dokładnie tak. Następnym razem rzucimy się w świat witamin. Pokażemy sobie, że to nie tylko literki w suplementach diety, ale absolutnie kluczowi pomocnicy dla setek procesów w naszym ciele.

Klára: No to przyjrzyjmy się tym literkom w suplementach diety, Marcinie. Przyznam się, że mam w tym trochę bałaganu. Jest w nich jakiś system?

Martin: Zdecydowanie jest. To nie tylko alfabet. Podstawowy podział jest właściwie dość prosty. Witaminy mamy w dwóch głównych zespołach, w zależności od tego, w czym się rozpuszczają.

Klára: Aha, czyli rozpuszczalne w tłuszczach i w wodzie?

Martin: Dokładnie tak. Witaminy A, D, E i K to zespół „tłuszcze”. Te ciało potrafi zmagazynować, głównie w wątrobie. To fajnie, bo przetrwamy krótkotrwały niedobór. Ale uwaga, oznacza to też, że można się nimi przedawkować.

Klára: Czyli więcej nie zawsze znaczy lepiej.

Martin: Dokładnie. Z drugiej strony mamy zespół „woda” – to witamina C i cała ekipa witamin B. Ciało ich nie magazynuje, co niepotrzebne, to po prostu wydali z moczem. Dlatego musimy je uzupełniać regularnie.

Klára: Czyli jak zjem kilogram pomarańczy, maksymalnie będę miała… drogi mocz?

Martin: W zasadzie tak. Ale przede wszystkim uzupełnisz to, czego akurat potrzebuje ciało.

Klára: A co się stanie, gdy brakuje nam jakiejś witaminy, albo na odwrót – jest jej za dużo?

Martin: To są dokładnie te stany, które opisuje medycyna. Kiedy masz tylko łagodny niedobór, na przykład jesteś zmęczona albo bardziej wypadają ci włosy, mówimy o hipowitaminozie.

Klára: To brzmi jak coś, czego doświadczył chyba każdy.

Martin: Dokładnie. Ale całkowity niedobór, to awitaminoza, i to już są historycznie znane choroby, takie jak szkorbut z niedoboru witaminy C czy krzywica z niedoboru witaminy D. A na odwrót, nadmiar to hiperwitaminoza. Ta grozi głównie przy tych witaminach rozpuszczalnych w tłuszczach.

Klára: A obok witamin mamy tu jeszcze minerały. Jaka jest w tym różnica?

Martin: Świetne pytanie. Upraszczając, witaminy to złożone cząsteczki organiczne. Minerały to proste pierwiastki nieorganiczne. Ciało nie potrafi ich w ogóle wytworzyć, więc jesteśmy w pełni zależni od diety.

Klára: I tutaj też obowiązuje jakiś podział?

Martin: Tak, według ilości, której potrzebujemy. Makroelementy, takie jak wapń czy magnez, potrzebujemy w dużych ilościach, powyżej 100 miligramów dziennie. To takie cegiełki budulcowe ciała. Potem są mikroelementy, czyli pierwiastki śladowe. Na przykład żelazo, jod czy cynk. Wystarczy nam ich malutko, ale bez nich cały system się zawala.

Klára: Czyli i tutaj kluczowa jest równowaga. Ani za mało, ani za dużo.

Martin: Dokładnie tak. Kluczowy wniosek z dzisiaj i z przeszłości jest taki, że nasze ciało to niesamowicie dopasowany system, gdzie wszystko jest ze wszystkim powiązane. Hormony, witaminy, minerały… wszystko musi być w równowadze. Dziękuję, że byłaś tu dzisiaj ze mną.

Klára: Ja dziękuję tobie, Marcinie. To było znowu fascynujące. A wam, drodzy słuchacze, dziękujemy za uwagę i czekamy na was w kolejnym odcinku Studyfi Podcastu. Trzymajcie się pięknie!